f
27/51
Wolonturystyka – ile jest pomocy w turystycznej przygodzie?
Czy szybko rozwijająca się branża wolonturystyki faktycznie pomaga, czy jedynie zaspokaja potrzeby turystów?

1.

Podróżom do krajów globalnego Południa niekiedy towarzyszy szok wywołany skrajną biedą. Czasem nawet pojawia się rodzaj wstydu związany z poczuciem bycia „jedynie turystą”. Na podróżników o altruistycznych pobudkach, bądź tych których gryzie sumienie, czeka morze ofert zagranicznego wolontariatu, który można odbyć w ramach wakacji zagranicą. Czy jednak szybko rozwijająca się branża wolonturystyki faktycznie pomaga, czy jedynie zaspokaja potrzeby turystów?

Wolonturystyka, czyli połączenie wyjazdów wypoczynkowych z pracą ochotniczą miała swoje początki jeszcze w latach 70-tych. Pierwsze wyprawy tego typu tworzone były przez międzynarodowe organizacje, jednak ze względu na rozpowszechnienie się idei turystyki zrównoważonej, programy wolonturystyczne szybko stały się domeną biur podróży i indywidualnych firm. 

Co odróżnia ją od wolontariatu zagranicą? Często jest to brak wysokich wymagań dotyczących kompetencji wolontariusza, możliwość samodzielnego wyboru zarówno organizacji, programu, jak i czasu trwania samego wolontariatu.

Rosnące zainteresowanie tą formą wczasów szybko pozwoliło wolonturystyce przekształcić się w jedną z najprężniej rozwijających się obecnie gałęzi turystyki. W efekcie tego, dziś obserwować możemy setki tysięcy ludzi udających się każdego roku „z misją” do krajów rozwijających się. Czy jednak ich chęci przekładają się na efekty?

2.
 
Dane z międzynarodowych organizacji zajmujących się pomocą rozwojową coraz częściej wskazują, że wolonturystyka w obecnej formie bardziej szkodzi niż pomaga. Turystyczny boom napędzany hasłami takimi jak: „możesz zrobić coś dobrego" i „lepsze coś niż nic" sprawiły, że obecnie wolonturystyka zdaje się bardziej odpowiadać na potrzeby samych turystów, niż beneficjentów programów. Zainteresowanie wspieraniem lokalnych organizacji przekłada się zaś bardziej na zwiększenie ich ilości, niż na rozwiązanie lokalnych problemów.
 
Interesującym i zastraszającym zarazem przykładem jest Kambodża, w której to jednym z najbardziej popularnych programów wolontariatu wakacyjnego jest nauczanie języka angielskiego w sierocińcach. Według danych UNICEF, ich ilość w przeciągu pięciu lat skoczyła ze 153 na 269, mimo spadku ilości samych sierot. Znaczące jest również to, że z 12 tysięcy dzieci mieszkających w owych ośrodkach jedynie 28% jest faktycznymi sierotami. W przypadku Indonezji, mowa zaś nawet o 10%. Skąd takie proporcje? Najczęstszym deklarowanym przez rodziców powodem, jest niemożność zapewnienia dziecku edukacji oraz wiara w możliwość nauczania dziecko przez obcokrajowców. Raport With the Best Intentions: A study of attitudes towards residential care in Cambodia (UNICEF  2011)
 
Niestety (wbrew wyobrażeniom rodzin oddanych dzieci) przypadkowy turysta nie jest właściwą osobą ani do nauczania języka obcego, ani tym samym do obcowania z dziećmi pozbawionymi opieki rodzicielskiej. Ochotnikowi zajmie bowiem kilka dni (jak nie tygodni) poznanie imion uczniów i rozpoznanie ich poziomu znajomości języka. Nim uda mu się wypracować metodę nauczania, w tym czasie będzie prawdopodobnie też próbował nawiązać z dziećmi bliższą więź, a wkrótce później wyjedzie. 

Dla niego zapewne pobyt na miejscu okaże się niezwykłym doświadczeniem. Dla dzieci jednak okaże się kolejnym nauczycielem, od którego wiele się nie nauczyły, ale do którego bardzo się przywiązały i przez którego – po raz kolejny - zostały opuszczone.

3.

Na dłuższą skalę wolonturystyka w sierocińcach, gdzie zdarza się, że wolontariusze zmieniają się co tydzień czy co dwa, prowadzi do poważnych zaburzeń emocjonalnych. Z czasem, mogą one nawet uniemożliwić dorastającemu dziecku nawiązanie jakiejkolwiek bliższej relacji emocjonalnej z obawy przed ponownym opuszczeniem. Raport Keeping Children Out of Harmful Institutions: Why we should be investing in family-based care (Save the Children 2009) 

Niekończące się poczucie odrzucenia, brak odpowiedniego systemu nauczania to jednak nie jedyne problemy na które narażeni są wychowankowie sierocińców. Dopuszczanie do kontaktu z dziećmi niewykwalifikowanych i przypadkowych turystów niejednokrotnie doprowadziło do wykorzystywania seksualnego dzieci przez pedofilów. Szczególną regularność w wykrywaniu tego typu przestępstw można zauważyć w krajach uznawanych za popularne destynacje seks-turystyczne.

Niestety nie tylko taka opcja wolontariatu może być brzemienna w skutkach. Wszelkie programy, które nie wymagają żadnych kwalifikacji powinny wzbudzać zastanowienie, albowiem skoro nie jest wymagane doświadczenie, to dlaczego do pracy nie zostanie zaangażowana lokalna społeczność? 

Mimo najlepszych chęci, wolonturyści mogą przyczyniać się do wzrostu bezrobocia poprzez odbieranie pracy mieszkańcom danej wioski czy miasta. Ponadto, mogą wpływać na pogłębianie się braku poczucia niezależności a nawet wywołać niepożądane zmiany kulturowe. Książka Sylwia Kulczyk, Agnieszka Bajtyngier, Świadomi i pomocni: w stronę odpowiedzialnej turystyki. Przykłady z Nigru i Sierra Leone (2012) Organizacje współpracujące z wolonturystami często bowiem deklarują, że brak odpowiedniego przygotowania i znajomości lokalnej kultury skutkuje niekiedy u wolontariuszy próbami propagowania wartości sprzecznych z lokalnymi, nawracania na inną religię czy nawet podburzaniem dzieci przeciw ich własnym rodzicom. A wszystko to „w dobrej wierze".

4.

Turystyka wolontaryjna jest uznawana za część turystyki zrównoważonej i jest dziedziną o olbrzymim potencjale – nie ulega to wątpliwości. Jej niewydolność jednak wydaje się głównie wynikać z nadmiernej komercjalizacji tego sektora. Wraz ze wzrostem zainteresowania wolonturystyką pojawiło się wiele międzynarodowych firm/organizacji, które za odpowiednią opłatą zajmują się przygotowaniem i dostosowaniem oferty wolonturystycznej do przyszłego wolontariusza. 

Mamy zatem do czynienia z sytuacją, w której przyszły wolontariusz staje się klientem posiadającym konkretne oczekiwania, które należy zaspokoić, a celem nadrzędnym staje się zysk firmy. Zwiększenie się zaś konkurencyjności firm i ogólna komercjalizacja wolonturystyki spowodowały jednocześnie spadek jakości oferowanych programów.

Aby walczyć o klienta, firmy woluntarystyczne żonglują obietnicami związanymi z zaspokajaniem potrzeb – zarówno tych związanych z samospełnieniem i wolontariatem, jak i słońcem, wypoczynkiem i ogólną satysfakcją. Skąd bowiem bierze się głęboka wiara w skuteczność wolonturystyki i jej popularność? Pytając dosadniej: co sprawia, że uważamy, że bez konkretnych kompetencji możemy przyczynić się do rozwiązania problemów których nawet nie rozumiemy? Wśród mechanizmów, napędzających wolonturystykę można wyróżnić kilka podstawowych schematów.

5.

Wolonturystyka bazuje na odgórnym przeświadczeniu o wyższości kompetencji zagranicznego turysty nad kompetencjami społeczności lokalnej. Stosowanie typowej opozycji binarnej w wolonturystyce przekłada się na zachęcanie turystów do podjęcia działań, w których nawet sami nie mają doświadczenia. Każdy kto się zgłosi, może zatem zostać nauczycielem, budowniczym, czy specjalistą od IT. 

Analizując treść stron internetowych firm wolonturystycznych można dostrzec jak bardzo przepełnione są zapewnieniami o tym jak „niewiele trzeba” aby mieć wpływ na „realną zmianę”. Można się nawet spotkać ze stwierdzeniami, że często wystarczy sama obecność czy prezentowana postawa wobec życia, aby już pomóc innym. Samo zaś użycie opozycji binarnej skutkuje nie tylko gloryfikacją wolonturystyki, ale i częstym powielaniem negatywnych stereotypów o beneficjentach projektów. 

Niepokojący jest też prezentowany (nie do końca wprost) komunikat, że bez pomocy niewykwalifikowanych „zachodnich” turystów, lokalna społeczność nie radzi sobie z danymi problemami.

6.

Drugim zjawiskiem przyczyniającym się do sukcesu wolonturystyki jest ogólne przeświadczenie, że wolontariat jako taki jest wartościowy, a zatem to co z nim związane również. Wrażenia tego można doświadczyć choćby oglądając zdjęcia byłych wolonturystów. Zobaczymy na nich ich roześmiane twarze gdy stoją wokół gromadki dzieci, zobaczymy ich w egzotycznych miejscach zaangażowanych przy budowie szkół lub z oddaniem udzielających konsultacji medycznych. Bezpośrednie spotkania bądź relacje zamieszczane w mediach społecznościowych zapewne jedynie umocnią to odczucie – nie zabraknie deklaracji o tym, jak wolontariat odmienia życie, jak otrzymuje się więcej, niż można dać, że wolontariat na drugim końcu świata to jedno z najbardziej wartościowych rzeczy jakich można doświadczyć. 

W całej tej uwznioślającej aurze łatwo nie zauważyć, że w wielu tych sprawozdaniach brakuje podsumowania realnych osiągnięć, długodystansowych celów, faktycznych rezultatów działań oraz tego jak mają zostać wykorzystane w przyszłości. 

7.

Jednym z kluczowych powodów dla których wielu ochotników gotowych na wyjazd nie spotyka się z niepokojącymi danymi dotyczącymi wolonturystyki, jest stosowana terminologia. Termin ‘wolonturystyka’ jest niekiedy uznawany za termin pejoratywny i używany jest w większości w krytycznych analizach tego zjawiska. Jak słusznie też zauważają Sylwia Kulczyk i Agnieszka Bajtyngier w swojej książce „Świadomi i pomocni”, użycie odniesienia do turystyki w tym terminie budzi u samych wolontariuszy zmieszanie, albowiem traktują swój pobyt bardziej jak misję niż wczasy.

Z drugiej zaś strony ‘wolonturystyka’ jest to sformułowanie zupełnie nowe i jeszcze powszechnie nieznane. Zrozumiałe jest zatem, że większość międzynarodowych organizacji oferujących tego typu wczasy posługuje się zwrotem „wolontariat zagranicą”, aby łatwiej trafić do potencjalnego klienta. Można zatem posunąć się do stwierdzenia, że nieznajomość terminu ‘wolonturystyka’ może naturalnie ograniczyć dostęp do krytycznych informacji na jej temat. 

8.
 
W odpowiedzi na rosnący problem wolonturystyki, Fundacja Planeterra we współpracy z International Ecotourism Society (TIES) opublikowała w 2012 roku zestaw wskazówek dla operatorów turystycznych przygotowujących wyjazdy wolonturystyczne. Niewątpliwie, było to pierwsze opracowanie informujące o tym jak organizować etycznie turystykę wolontariacką. 

Opublikowanie zaś przez UNICEF raportów dotyczących sierot w krajach Globalnego Południa przyczyniło się do zwiększenia zainteresowania mediów tą problematyką. Możemy zatem obserwować nie tylko narastającą krytykę wobec wolonturystyki, ale i stopniowe dostarczanie wskazówek i rozwiązań jak sprawić, aby była bardziej efektywna.

Niewątpliwie na problemy jątrzące wolonturystykę nie ma łatwych rozwiązań. Obserwowanie konsekwencji jakie ponosi ona w związku z silną komercjalizacją skłania jednak do innych refleksji –  czy podobne zagrożenia mogą pojawić się przed innymi rodzajami turystyki zrównoważonej? Jeśli tak, to czy przykład wolonturystyki może przed nimi ustrzec?


f Udostępnij 🔽 Pobierz PDF

Poprzedni esej < > Następny esej
Kulturoznawczyni
Polecana lektura:

Raport: Keeping Children Out of Harmful Institutions: Why we should be investing in family-based care (Save the Children 2009)

Raport: With the Best Intentions: A study of attitudes towards residential care in Cambodia (UNICEF  2011)

Sylwia Kulczyk, Agnieszka Bajtyngier, Świadomi i pomocni: w stronę odpowiedzialnej turystyki. Przykłady z Nigru i Sierra Leone (PAH 2012)
komentarze:

Marta:
Byłam rok na wolontariacie w Azjo Pł-Wsch. Zgadzam się w 100% z artykułem. Drugi raz bym już nie pojechała. Jednak wydaje mi się, że warto również wskazać drogę pozytywnych propozycji zmian.
maria:
Cześć, w zeszłym roku byłam na Twojej prezentacji w Europejskim Centrum Solidarności i strasznie się cieszę, że mogłam odświeżyć sobie wszystko czytając ten artykuł. Zdecydowanie Twoja prezentacja i działalność kampanii Aware Volunteer wpłynęła na moją świadomość, dzięki której byłam w sanie świadomie zrezygnować z Wielkiej Afrykańskiej Przygody , by wybrać European Voluntary Service i zaufać UE w tej kwestii :) Pozdrawiam z Węgier i jeszcze raz dziękuję za otworzenie oczu!
Sebastian:
Generalnie wiele w tym artykule trafnych wniosków, ale mam wrażenie, może zresztą błędne, że Autorka nie zauważyła, że znaczna część wyjazdów - jak to nazywa w tekście - wolontursytycznych nie jest związanych z pomaganiem dzieciom, chorym, etc, lecz z np. przyjazdem do X mieszkającego w kraju Y i pomaganiem mu w rozwijaniu jego biznesu/farmy, itp. Pracuję się w np. rozwijaniu małej farmy, w zamian za jedzenie i spanie, w wolnych chwilach można sprobować zintegrować się z lokalną społecznością, nie trzeba...Nie generuje to takich skutków, o jakich wspomina Autorka, mało tego, mam wrażenie, że takich wolontariatów jest więcej, niż takich o jakich mówił artykuł. Autorka zdaje się tego nie zauważać. Kolejną rzeczą jest nadmierne moim zdaniem negowanie tego, że osoby z krajów rozwiniętych faktycznie - nawet nie mając doświadczenia - posiadają często UMIEJĘTNOŚCI, których lokalna społeczność może nie posiadać. Nie wynika to bynajmniej z dychotomicznego podziału na Lepszą Północ i Gorsze Południe, tylko z faktu, że osoby z szerokopojętej Północy przechodzą zazwyczaj lepszą edukacje. Amerykanin w Indonezji nie jest lepszy czy bardziej wartościowy od Indonezyjczyka, ale posiada umiejętność mówienia po angielsku i nie można mu tego odmówić. Podobnie jak potrafi obsługiwać komputer, pozyskiwać dane w Internecie, pracować z użyciem Worda, Excela, itp...Miejscowi tego nie potrafią. Dlaczego Amerykanin miałby się tą wiedzą nie podzielić? Jeśli oczywiście cały proces dokonyway jest świadomie i nie skutkuje, przykładowo, tym co dzieje w kambodżańskich sierocińcach. Jest dużo nieprawidłowości w biznesie robionym z wolontariatów i trzeba o tym mówić, ale nie można negować samej idei bezinteresownej pomocy, dzielenia się czymś, czego miejscowi nie mają. Nie potrzeba doświadczenia by pokazać Afrykańczykom jak założyć adres e-mail, co nie oznacza bynajmniej że mógłby robić to lokalny dorosły, gdyż ten również nie ma pojęcia jak to zrobić. To wszystko jest bardziej relatywne. Pozdrawiam.