f
33/52
Czy zwierzęta muszą być atrakcją turystyczną?

Refleksje zawarte w niniejszym eseju dotyczą relacji: człowiek – zwierzę – turystyka. Warto zastanowić się bowiem, czy pewne rytuały kulturowe z udziałem zwierząt byłyby wciąż praktykowane w obecnej formie, gdyby nie były dziś atrakcją dla turystów. Warto również zadać sobie pytanie, czy kultura (tradycja) może być usprawiedliwieniem dla okrutnego traktowania zwierząt?

1.
Problem wykorzystywania zwierząt w przemyśle turystycznym jest chyba tak samo „stary”, jak „stara” jest sama turystykaEsej powstał na podstawie fragmentów mojego artykułu o tym samym tytule, który został przygotowany na konferencję naukową nt. „Sport i turystyka w zwierciadle wartości społecznych”, która odbyła się we wrześniu 2014 roku na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie.. Od dziesiątek lat sprzeciwy ekologów budzą tworzone dla rozrywki ludzi oceanaria, delfinaria, wycieczki połączone z safari czy wizytą w zoo. Organizacje broniące praw zwierząt robią wiele, aby rozwój turystyki był bardziej zrównoważony – na przykład by pobyt w miejscach, gdzie żyją dzikie zwierzęta, połączony był z edukacją na ich temat, a zyski z biletów wstępu były przekazywane na poprawę jakości życia tych zwierząt. Bez ustanku organizuje się akcje uświadamiające, że nie wolno wywozić produktów wykonanych z zagrożonych gatunków zwierząt. Wydaje się jednak, że to wciąż za mało.

Problem wykorzystywania zwierząt dla potrzeb turystyki to nie tylko problem pamiątek z wakacji (i nielegalnego handlu z nimi związanego, który wciąż kwitnie w najlepsze). Nadal zbyt mało uwagi poświęca się zwierzętom, które ciężko pracują jako środek transportu lub są lokalną atrakcją kulinarną. Istotnym problemem pozostaje również kwestia udziału zwierząt w często okrutnych rytuałach kulturowych, których powinno się zaprzestać, bo często są już  one przede wszystkim atrakcją turystyczną. Trudno jednak do tego doprowadzić, skoro przez ludność lokalną rytuały te uznawane są za część ich tradycji i kultury (co jest zrozumiałe). Warto jednak próbować poszukiwać rozwiązań, które byłyby „właściwe” z punktu widzenia zwierząt a przy tym akceptowalne dla ludzi żyjących w różnych kulturach. 

Zadaniem dla naukowców, filozofów i etyków jest szukać takich rozwiązań, które mogłyby być argumentem wznoszącym się ponad różnice międzykulturowe i które wskazywałyby, jak człowiek w ogóle (również w podróży) powinien się w stosunku do zwierząt zachowywać. Jednocześnie, myślenie o zwierzętach nie jest zadaniem tylko dla uczonych czy ekologów, ale również nas samych – turystów. Być może sposobem na poprawę jakości życia zwierząt w przemyśle turystycznym będą nie tylko kolejne sankcje i zakazy czy globalne kodeksy etyki dotyczące turystyki i podróżowania, ale przede wszystkim edukacja turystów pod kątem tego, jakie negatywne skutki mogą mieć ich zachowania wolnoczasowe na życie zwierząt.

2.
W wydanej w 2010 r. książce EtykaKsiążkaP. Vardy, P. Grosch, Etyka, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2010.  jej autorzy – P. Vardy i P. Grosch stwierdzili, że etyczna dyskusja na temat zwierząt rozwija się najczęściej na pięciu płaszczyznach problemowych: hodowla i ubój zwierząt w celach spożywczych, wykorzystywanie zwierząt do eksperymentów medycznych, używanie zwierząt do testowania kosmetyków, hodowla i ubój zwierząt dla uzyskania futra oraz sportowe polowanie na zwierzynę i hodowla i tresura zwierząt dla celów rozrywkowych. Moja refleksja etyczna na temat roli zwierząt w przemyśle turystycznym najmocniej dotyczyć będzie piątej z tych płaszczyzn, która jest też najrzadziej analizowana przez badaczy. Na razie przyjrzyjmy się pokrótce jednak jak na ten problem patrzyli filozofowie.

Arystoteles 

Starożytna filozofia nie odznaczyła się specjalnie, jeśli chodzi o obronę moralnego statusu zwierząt. To Arystoteles odegrał bardzo poważną rolę w umacnianiu u ludzi Zachodu poczucia wyższości nad zwierzętami. W swoim dziele Polityka jako pierwszy stwierdza on, że zwierzęta pozbawione są rozumu i to decyduje o ich niższości i podległości ludziom. Jego zdaniem zwierzęta służą tylko potrzebom ludzkim (tak jak rośliny służą potrzebom zwierząt). Te potrzeby to zaś m.in. odzież i pożywienie. Wcześniej jednak pitagorejczycy wykazywali pewną troskę o zwierzęta, jednak tylko z tego względu, że wierząc w wędrówkę dusz (metempsychozę), bali się, że zjadając pieczeń wieprzową – mogliby nieumyślnie zjeść duszę swojego przodka.

Święty Augustyn

Tradycja chrześcijańska skłaniała się do poglądów Arystotelesa: Święty Augustyn uważał, że Chrystus miał prawo utopić świnie gardeńskie, gdyż pozbawione rozumu zwierzęta nie znajdują się z człowiekiem na jednym poziomie moralnym. Dlatego ludziom wolno z nimi robić, co tylko chcą.

Tomasz z Akwinu

Ten wielki teolog i filozof średniowieczny miał poglądy podobne do Świętego Augustyna. Jednakże wyrażał je jeszcze dobitniej – w pracy Summa theologiae pisze, że „nieważne jest, jak człowiek postępuje ze zwierzętami, ponieważ Bóg wszystkie rzeczy ziemskie poddał władaniu człowieka. Ponadto Bóg nie troszczy się o woły i nie pyta człowieka, co on z wołami i innymi zwierzętami czyni”.
Warto zauważyć, że problem stosunku człowieka do zwierząt w tradycji biblijnej nie przedstawia się jednak wcale prosto. Księga Rodzaju (Rdz 1, 1-2, Rdz 2, 4b-25) podaje dwie opowieści o stworzeniu świata. W pierwszej Bóg stwarza zwierzęta przed człowiekiem i je błogosławi, potem jednak nakazuje człowiekowi panować nad nimi (można więc pomyśleć, że zwierzęta mają istnieć dla wygody człowieka). W drugiej opowieści słyszymy jednak, że Bóg nakazuje człowiekowi uprawiać i strzec ogrodu Edenu, a następnie przyprowadza przed niego zwierzęta. Te dwie odmienne postawy, władcy i strażnika, stale ścierają się ze sobą w historii myśli religijnej.

Kartezjusz

Ten francuski filozof uczynił wiele dla uwolnienia filozofii z teologicznych więzów, uważał jednak, że zwierzęta nie mogą doznawać bólu, dlatego też można z nimi eksperymentować do woli.

Immanuel Kant

Poglądy Kartezjusza podzielał również słynny filozof niemiecki. Kant uważał, że „jeśli chodzi o zwierzęta, to nie mamy wobec nich żadnych powinności, jako pozbawione samoświadomości są one bowiem tylko środkiem do celu, a celem jest człowiek”. 

Można zauważyć, że przez bardzo długi czas panowało przeświadczenie, że zwierzęta nie stanowią przedmiotu zainteresowania etyki i nie mają żadnego znaczenia moralnego, ponieważ pozbawione są rozumu. Było to podstawą niemalże „absolutnego przyzwolenia” do robienia ze zwierzętami tego, co tylko się człowiekowi podobało. Jeszcze w roku 1986 M. Fox w swoim artykule The case for animal experimentation dowodził, że zwierzęta nie należą do moralnej wspólnoty, gdyż nie posługują się wyszukanym językiem, nie planują swoich działań, nie znają poczucia odpowiedzialności i samokrytycyzmu. Z tego też względu nie przysługują im żadne prawa moralne. Z czasem zaczęły się jednak pojawiać nieco bardziej „łagodne” poglądy w kwestii traktowania zwierząt, bo przecież niemowlęta czy starcy też nie posiadają samokrytycyzmu, a jednak nikt nie dokonuje na nich eksperymentów.

Etyczny pragmatyzm

Przyzwolenie pragmatyczne polega na tym, że zwierzętom przyznaje się pewien status moralny, niższy jednak niż w przypadku człowieka. Zwierzęta powinno się zatem traktować troskliwie i z szacunkiem, tam jednak, gdzie ratować można albo psa, albo jego właściciela, wybrać trzeba człowieka. Moralny status zwierzęcia naruszać można tylko wtedy, gdy zagrożone jest życie ludzkie. Postawy takiej nie można nazwać niemoralną – moralna zasada potraktowana została tutaj w sposób pragmatyczny.

B. Williams w książce Ethics and the Limits of Philosophy podsumowuje, że jest naturalnym, iż będąc ludźmi, wyżej cenimy nasze interesy. Nie możemy jednak bezgranicznie wierzyć w poglądy Kartezjusza czy Kanta, ponieważ nie wolno nam robić ze zwierzętami tego, co nam się żywnie podoba – zadawanie im niepotrzebnego bólu umniejsza nas jako istoty moralne.

3. 
Kwestią, która od lat budzi wiele kontrowersji, jest polowanie na zwierzęta w celach rozrywkowych. Jeżeli chodzi o popularne w Wielkiej Brytanii polowania na lisy, to Vardy i Grosch uważają, że ich obrońcy wysuwają najczęściej trzy argumenty: 

Po pierwsze, trzeba zabijać lisy, gdyż są one udręką rolników – napadają jagnięta, ciężarne owce i drób. Możliwe są jednak różne postawy. Rolnicy mogą staranniej strzec swoich zwierząt, co będzie ich kosztować więcej czasu, wysiłku i pieniędzy, albo mogą też zaakceptować fakt, że lisy jako istoty mięsożerne muszą zabijać inne stworzenia, utrata więc kilku kur czy kaczek jest ceną uszanowania istnienia lisów. Najczęściej jednak wybierane jest trzecie rozwiązanie – na lisy trzeba polować i wybić ich jak najwięcej, aby w ten sposób zminimalizować straty hodowców. 

Po drugie, rzecznicy łowów powołują się na historię. Twierdzą, że polowanie na lisy to tradycyjna rozrywka, obrosła wieloma rytuałami. Charakterystyczne stroje, dosiadanie koni itd. to elementy tradycji, która spaja ludzką społeczność. Odpowiedź na ten argument jest jednak oczywista – sama długość tradycji historycznej nie przemawia jeszcze za jej kontynuacją. Niewolnictwo też ma bardzo dawne dzieje, dzisiaj jest już jednak uznane za bezwarunkowe zło. Zatem trzeba się bronić przed lisami, ale naszym moralnym obowiązkiem jest znalezienie na to mniej okrutnego niż polowania sposobu (choć znajdą się i tacy, którzy stwierdzą, że polowanie gwarantuje przynajmniej, że przy życiu zostaną najsilniejsze osobniki). 

Po trzecie, polowania dostarczają myśliwym uciechy i rozrywki (jest to najsłabszy argument w obronie polowań). Przecież wiele rzeczy dostarcza ludziom rozrywki, ale nie wszystkie są dozwolone i uzasadnione. To dlatego zakazano walk psów i kogutów (choć wciąż mają one niestety miejsce nielegalnie) – takie przedsięwzięcia uznano bowiem za barbarzyńskie. Wydarzenie, którego treścią jest strach, ból i ostatecznie śmierć zwierzęcia, nie może być uznane za właściwy przedmiot rozrywki człowieka. 

4.
Problem z prawami zwierząt przewija się niemalże przez całą historię filozofii. Głównym pytaniem pozostaje to, czym zwierzę różni się od człowieka? Jak piszą Vardy i Grosch, nie ulega wątpliwości, że opinie wygłaszane na temat praw zwierząt bardzo często są efektem emotywistycznego podejścia do etyki: jeśli ktoś widział zagładę wielorybów, intensywnie tuczoną świnię, która nie może się nawet ruszyć w klatce, czy królika, któremu wstrzykuje się do oczu testowane chemikalia, może potępić takie praktyki jako niemoralne. Jest to jednak dość problematyczny sposób uzasadniania stanowiska etycznego. Dziś już nie wątpimy w to, że zwierzę odczuwa cierpienie. Wciąż jednak zadajemy sobie pytanie o to, czy jest to wystarczający powód, aby uznawać prawa zwierząt. 
Interesujące rozwiązanie proponuje S. Clark w pracy The Moral Status of Animals – uważa on, że powinniśmy szanować zwierzęta nie tylko dlatego, że są do nas podobne, ale przede wszystkim dlatego, że się od nas różnią – i tak jak my zamieszkują naszą planetę, więc należy im się odpowiedni szacunek.

5.
Inne rodzaje polowań, które wzbudzają w ostatnich latach liczne kontrowersje, to polowania na delfiny. Proceder ten ma miejsce głównie w Japonii. Rybacy w łodziach powodują hałas stukając młotkami w metalowe rury zanurzone w wodzie, co bardzo wrażliwe na dźwięki delfiny prowokuje do ucieczki i pozwala skierować w stronę zatoki. Następnie delfiny są zabijane głównie dla mięsa lub sprzedawane są do delfinariów. Pomimo kontrowersyjnej natury tych polowań i międzynarodowej krytyki organizacji walczących o prawa zwierząt są one nadal kontynuowane.

6.
W ostatnich latach coraz szybciej rozwija się interdyscyplinarny kierunek zajmujący się studiami nad zwierzętami zwany animal studiesOpracowano na podstawie strony internetowej Animalstudies.pl. W Polsce wciąż niewiele mówi się na ten temat. Aby zmienić obecną sytuację, w marcu 2014 roku Instytut Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk zorganizował w Warszawie międzynarodową konferencję poświęconą relacji człowiek – zwierzę. Konferencja zatytułowana została „Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu”. 

Jak twierdzą organizatorzy, jej celem było wzbudzenie namysłu nad ekologizacją humanistyki. Przyzwyczailiśmy się bowiem patrzeć na świat z perspektywy człowieka. Ale od wieków literatura i sztuka przyjmowały także perspektywę zwierzęcia. Coraz więcej jest też badań z innych dziedzin – na przykład nad rolą zwierząt w historii świata i historii ludzkiej cywilizacji. Organizatorzy podają m.in. zoografię, która bada przestrzeń z perspektywy potrzeb zwierząt. Choćby miejską, w której zwierzęta tworzą nowy ekosystem. Urbaniści, inżynierowie coraz częściej zaczynają brać pod uwagę potrzeby zwierząt, budując przejścia dla żab pod autostradami czy też konstruując ekrany przeciw hałasowi, by nie rozbijały się o nie ptaki. 

7.
Animal studies wpisuje się w nurt tzw. posthumanistyki, czyli koncepcji, że świat nie musi być postrzegany i zorganizowany tak, by zabezpieczyć wyłącznie interesy człowieka. Bada się tu zjawisko antropatriarchatu – rządów człowieka – które uzasadnia wykorzystywanie zwierząt. Zwolennicy tego nurtu mówią nawet o „holokauście zwierząt”. W ramach animal studies rozważa się przede wszystkim aspekt filozoficzny: kim jest zwierzę – istota odczuwająca, zdolna do zachowań prospołecznych czy wręcz do altruizmu? 

Dlatego podczas konferencji dyskutowano m.in. nad problemem granicy pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem. W zaproszeniu na konferencję możemy przeczytać następujące słowa: „w Polsce pojawia się coraz więcej tekstów dotyczących kultury, które w nowy sposób stawiają pytanie o zwierzę oraz relacje ludzko-zwierzęce i wymagają analizy i interpretacji z perspektywy animal studies. „Studia nad zwierzętami” pozwalają w nowy sposób spojrzeć na kulturę dawną, literaturę, sztukę, filozofię i postawy społeczne istniejące przed ukonstytuowaniem się studiów nad zwierzętami jako interdyscyplinarnego obszaru badań i świadomej teorii krytycznej znajdującej swoje miejsce w strukturach akademickich”. 

8.
W debacie organizatorzy postawili sobie za cel analizę problematyki statusu zwierzęcia oraz relacji między ludźmi a innymi zwierzętami jako części przemian kulturowych – „ważne jest, aby zwierzęta nie stały się tylko tematem czy motywem, ale aby tworząc teorie i konceptualizując myśli, pamiętać o rzeczywistych zwierzętach, ich kondycji i miejscu w świecie, dawniej i współcześnie”. 
Celem działalności zwolenników animal studies w Polsce jest przede wszystkim wprowadzenie do badań nad kulturą w naszym kraju transdyscyplinarnych studiów nad zwierzętami, pokazanie zwierząt jako wpływowych aktorów, szczególnie w polskiej humanistyce, w której wciąż dominuje zainteresowanie człowiekiem. 

W krajach angloamerykańskich i niemieckojęzycznych zainteresowanie zwierzętami odsłoniło nowe przemiany w kulturze i etyce relacji człowieka ze zwierzętami. Zaczęto zastanawiać się, na czym polega bliskość, a na czym oddalenie między gatunkami tak bardzo widoczne w przestrzeniach paradygmatycznych dla hierarchicznych stosunków ludzi nad zwierzętami (w zoo, w cyrku, w laboratorium, w rzeźni). Idea ta dowartościowuje relacje wspólnotowe ze zwierzętami. Ma na celu pokazać, że nasze stosunki ze zwierzętami powinny ulec zmianie, ponieważ przynoszą cierpienie istotom, które tak jak człowiek czują. Udowodniły to nauki ścisłe, teraz należy pokazać ten problem w humanistyce. W dalszej części tekstu znajdą Państwo wybrane przykłady atrakcji turystycznych, których głównym magnesem przyciągającym są zwierzęta, które niejednokrotnie traktowane są w sposób okrutny.

9.
„Słuszne i prawidłowe jest, że uważamy obyczaje, których nas uczyli rodzice, za „dobre” i że odnosimy się z czcią do społecznych norm i rytuałów, przekazanych nam przez tradycję własnej kultury. Jednakże całą siłą naszego rozsądku, świadomego ciążącej na nas odpowiedzialności, musimy strzec się przed tym, aby ulegając naturalnej skłonności, nie uważać rytuałów i norm innych środowisk kulturalnych za mniej wartościowe”KsiążkaLorenz K., Rytuały zwierzęce i kulturowe, [w:] L. Kolankiewicz (red.), Antropologia widowisk, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2005.  – celem moim nie jest ocenne opisanie rytuałów kulturowych mających miejsce w innych kulturach, ale zwrócenie uwagi na rolę, jaką pełnią w nich również współcześnie zwierzęta. Wskazano również na inne przykłady zwierząt wykorzystywanych w formie atrakcji turystycznej – na przykład jako środek transportu, przysmak kulinarny czy pamiątka turystyczna.

10.
Korrida (walka z bykami) – Hiszpania. Corrida de toros (walka z bykami) jest jednym z elementów, który nierozerwalnie łączy się z kulturą Hiszpanii. Wzbudza wiele kontrowersji (również w samej Hiszpanii wciąż toczy się dyskusja na jej temat, i to nie tylko wśród ekologów), dla jednych jest sztuką, dla innych torturowaniem zwierzęcia. Jest bardzo mocno zakorzeniona w tradycji hiszpańskiej. 

Głównym celem „igrzysk z bykami” jest zabicie zwierzęcia. Ten nieodłączny element życia społecznego na Półwyspie Iberyjskim ma wielu przeciwników, którzy twierdzą, że sprowadza się on do torturowania i wykrwawiania zwierzęcia ku uciesze tłumu. Zwolennicy podkreślają zaś, że spektakl ten to wyjątkowa sztuka łącząca choreografię, kostium i muzykę. Matador jest przy tym niczym rzeźbiarz, który urabia nie glinę, lecz zwierzę. Fani na ringu nie dostrzegają bólu i cierpienia tylko piękno. 

Kult byka był obecny w różnych cywilizacjach – egipskiej, kreteńskiej, greckiej i celtyckiej. Ofiary z byka składano w świątyniach Celtów iberyjskich. Od nich najprawdopodobniej wywodzi się współczesna arena. O składaniu ofiar z byka wspomina też Pismo Święte. Walki z bykami znane były już w starożytności, o czym świadczą skalne malowidła w różnych częściach świata. W starożytnym Rzymie specjalnie przystosowano do tego celu areny amfiteatrów. Na Półwyspie Iberyjskim zaczęli uprawiać je Maurowie, którzy toczyli je konno. Dzisiejsza korrida ukształtowała jednak się dopiero w XVIII wieku. Początkowo walka z bykiem rozpowszechniona była tylko wśród arystokracji jako rozrywka z okazji koronacji lub zaślubin. 

Pierwsza wzmianka o korridzie pojawiła się w 1080 roku. Z czasem zmagania z bykiem stały się szansą na awans społeczny chłopców z ludu. Matadorzy zyskali w Hiszpanii status gwiazd, dlatego już mali chłopcy chętnie ćwiczą taniec z muletą – przymocowaną do pałeczki czerwoną płachtą. Dziś niemal w każdym mieście w Hiszpanii przychodzi sezon na walki z bykami. Spektakl odbywa się na arenie plaza de toros. Najsłynniejsze areny znajdują się w Sewilli, Madrycie i Barcelonie. Jednak również niewielkie miejscowości mają swoją arenę do walki z bykami. W większych miastach znajdują się również Museos Taurinos (muzea poświęcone sztuce tauromachii). 

Wykorzystywane w korridzie byki należą do specjalnie hodowanej i przygotowywanej rasy toro bravo. Gdy na arenę wejdzie pierwszy byk rozpoczyna się złożony z trzech części spektakl. W pierwszej matador walczy z bykiem przy użyciu capoty, fioletowo-żółtej płachty materiału. Po nim wjeżdżają konni pikadorzy wyposażeni w długie piki. Występujące na arenie konie mają wyrżnięte struny głosowe, aby ich rżenie nie płoszyło byka. W drugiej części dwóch banderilleros wbija po dwie banderilla (włócznie z kolorowymi wstążkami) w grzbiet byka. W ostatniej części korridy (tzw. faena) matador wykorzystuje muletę do wykazania swojego kunsztu dominacji nad bykiem (symbolicznie nad śmiercią), a także do wytworzenia związku między człowiekiem i zwierzęciem. Ostateczny cios zadany jest w serce lub grzbiet byka – trafienie w takie miejsce umożliwia przecięcie rdzenia kręgowego i uśmiercenie wściekłego przeciwnika. Matador odcina martwemu bykowi uszy i ogon jako trofea. Byk zostaje nakryty płachtą i wyciągnięty z areny. Prawdziwi fani korridy uważają, że jest to spełnienie starego rytuału przyrównywanego do walk rzymskich gladiatorów lub turniejów rycerskich. 

Korrida to współcześnie druga obok flamenco główna atrakcja turystyczna Hiszpanii, niemalże symbol promocyjny tego kraju, przyciągający gości z zagranicy jak magnes. W 2007 roku zorganizowano w Hiszpanii blisko 4000 walk z bykami. Od kilku lat w niektórych regionach Hiszpanii (Katalonia, Wyspy Kanaryjskie) urządzanie korridy uznawane jest już jednak za nielegalne. Niewystarczające okazały się zatem argumenty, że zanim byk trafia na arenę, wiedzie „dostatnie” i swobodne życie na hiszpańskich pastwiskach, a i tak najpewniej skończyłby w rzeźni. 

Warto dodać, że Portugalczycy okazali się znacznie łagodniejsi w kwestii korridy od Hiszpanów. Odkąd dwa wieki temu wszechwładny Markiz de Pombal stracił na arenie przyjaciela, stwierdził, że Portugalii nie stać na składanie zwierzętom ludzi w ofierze i wydał zakaz zabijania byków w walce respektowany do dziś. Portugalska odmiana walki z bykami –  tourada – ma więc odmienny od korridy scenariusz. Byka się nie zabija, człowieka zaś lepiej chroni, tępiąc zwierzęciu rogi i nakładając na nie skórzane osłony. Wydaje się zatem, że aby poczynić coś w kwestii zabijania na arenie byków w Hiszpanii, należałoby albo zakazać urządzania korridy, albo wzorem Portugalczyków wprowadzić jej znacznie łagodniejszą formę. Oczywiście nie bez znaczenia pozostaje postawa nie tylko samych Hiszpanów, ale i turystów – jeśli nie będzie chętnych do oglądania tego typu widowiska, to korrida po prostu zacznie tracić na popularności.

11.
Walka kogutów (Cockfighting)  – Bali. Walki kogutów to bardzo stara, praktykowana od wieków tradycja na Bali. Większość tamtejszych świąt i ważnych uroczystości rozpoczyna się właśnie od walk kogutów: ślub, pogrzeb, festiwal czy ceremonia w świątyni. Ptaki biorą udział w religijnym rytuale oczyszczenia, gdzie ofiara zwierzęca – a dokładniej krew przegranego koguta ofiarowywana jest duchom. 

Teoretycznie legalne są tylko trzy pierwsze rundy, jednak rozpoczęte walki kogutów mogą trwać nawet kilka godzin. Do walk nie używa się przypadkowych kogutów – popularne są szkoły „gladiatorów”, w których ptakami zajmują się specjalni „trenerzy”. Koguty na ogół trzyma się w dużych bambusowych koszach przy głównych drogach przejazdowych, po to, aby były przyzwyczajane do hałasu i zamieszania i przez to nie uciekały z ringu. Co jakiś czas koguty otrzymują specjalne traktowanie – jak na przykład masaż mięśni czy głaskanie piórek. Są też dobrze odżywiane. Stawką jest wygrana – walki kogutów to na Bali forma hazardu, większość Balijczyków uczestniczy w kogucich zakładach. Do kogucich nóżek przymocowuje się specjalne nożyki, które mają pełnić funkcję szabelki. Walka może trwać czasem nawet tylko kilka sekund i kończy się śmiercią jednego z kogutów. 

Walka kogutów to istotna część kultury Balijczyków. To co dla turystów i innych obserwatorów takich walk może wydawać się okrutne i niehumanitarne, dla Balijczyków jest po prostu codziennością – dla nich śmierć koguta nie różni się niczym od śmierci na pieńku pod toporkiem. 
Warto dodać, że koguty tak naprawdę reprezentują na Bali męskie ego. Tamtejsi mężczyźni głęboko identyfikują się ze swoimi kogutami, niejednokrotnie spędzają z nimi bardzo dużo czasu, starannie je pielęgnując. W walkach kogutów człowiek i zwierzę, dobro i zło, twórcza moc pobudzonej męskości i niszcząca siła uwolnionej bestii stapiają się ze sobą w krwawym dramacie nienawiści, okrucieństwa, przemocy i śmierci. 

Walki kogutów odbywają się nie tylko na Bali, ale prawie na całym świecie. Legalnie na przykład w Tajlandii czy Portoryko, a nielegalnie – w USA. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku walk psów, które są zakazane, ale niejednokrotnie organizowane są dla rozrywki wbrew prawu. 

12.
La Rapa das Bestas – Hiszpania. La Rapa das Bestas jest to określenie rytuału polegającego na strzyżeniu końskiego włosia. Koniom obcina się zarówno grzywy jak i ogony. Rytuał odbywa się w el curro (specjalnie wyznaczonym do tego celu obszarze), w którym zamykane są konie. Zwyczaj ten celebruje się w wielu miejscowościach Galicji na północy Hiszpanii. 

Fiesta polega na zgromadzeniu koni w jednym miejscu, ostrzyżeniu ich oraz oznakowaniu. Słowo la rapa (strzyżenie, golenie) pochodzi od hiszpańskiego czasownika rapar (przystrzyc krótko, ogolić). W zależności od miasta, w którym rapa się odbywa, praktykuje się różne tradycje. W Sabucedo na przykład nie używa się sznurów, kijów ani żadnych innych narzędzi w celu ujarzmienia zwierzęcia. Służy do tego jedynie ciało zwinnego el aloitador.

Pierwsze wzmianki o rapach pochodzą już z początku XVIII wieku, kiedy to ludzie zaganiali konie z gór w celu ostrzyżenia i oznakowania młodych źrebaków. Niektóre źródła donoszą jednak, że tradycja może być dużo starsza. Sądzi się tak ponieważ znaleziono rysunki z epoki rzymskiej, na których widać człowieka próbującego ujarzmić konia. Według jeszcze innych źródeł ideą starodawnego festiwalu w hiszpańskiej Galicji jest poskromienie bestii a rytuał ten datuje się już na epokę brązu. Kobiety i mężczyźni mogą jednocześnie mocować się z nieposkromionymi końmi w celu ucięcia im grzywy i ogona ,,gołymi rękoma”. Jest to szlachetna tradycja ponieważ człowiek sprawdzał swoją siłę w walce z bestią tylko za pomocą odwagi. Po trzydniowej fieście konie są wypuszczane na wolność. Nie ma miejsca na okrucieństwa ani jak w przypadku korridy na śmierć zwierzęcia. 

Fiestę można nazwać Festiwalem Końskich Zapasów (Horse Wrestling Festival). La Rapa das Bestas w 1963 roku otrzymała w Hiszpanii tytuł Fiesta de Interes Turistico Nacional (Święto Atrakcyjne Turystycznie o Zasięgu Krajowym), a w 2007 – Fiesta de Interes Turistico Internacional (Święto Atrakcyjne Turystycznie o Zasięgu Międzynarodowym). Galisyjczycy są z tego bardzo dumni. Tak samo jak ze swojej prastarej tradycji rapy i koni, które kochają. Jednak nie dla wszystkich święto chwytania bestii jest powodem do dumy. To święto stawia na baczność przede wszystkim obrońców praw zwierząt, daleko poza granicami kraju. Ekolodzy są przeciwni łapaniu dzikich koni oraz obcinaniu im grzyw i ogonów. Twierdzą, że zwierzęta nie wyglądają wtedy na szczęśliwe. Dla obcych to barbarzyństwo, ale dla tubylców symbol prastarej tradycji, z której są bardzo dumni.

13
Zapasy Wielbłądów – Turcja. Turcy uważają, że zapasy wielbłądów są dla nich tym, czym dla Hiszpanów są walki z bykami. Sport ten (deve guresi) uprawiany jest w Turcji w miesiącach zimowych (od stycznia do marca), bo na ten okres przypada okres godowy wielbłądów, a naturalna skłonność samców do walki o samice jest podstawowym czynnikiem wykorzystywanym w hodowli i treningu tych zwierząt. 

Na arenę wprowadzana jest samica, na której widok samce czasem ryczą z zachwytu. Według niektórych źródeł pierwsze zawody odbyły się 200 lat temu. Dziś wielbłądzie zapasy są przede wszystkim atrakcją turystyczną, ale także spoiwem łączącym współczesną Turcję, zorientowaną politycznie na Europę, z jej azjatyckimi korzeniami. Wielbłądy są specjalnie hodowane i przygotowywane do zapasów. Walki trwają zazwyczaj ok. 15 minut.

Wielbłądy w walce używają chwytów nogami, walczą głową lub wypychają przeciwnika z areny. Aktualne przepisy ograniczają udział wielbłądów do jednej walki dziennie, co ma zapobiec kontuzjom, lub nawet śmierci zwierząt z wyczerpania (wielbłądy mogą ważyć nawet tonę!). Zapasy wielbłądów to wielowiekowa tradycja, kultywowana zwłaszcza w regionie Morza Egejskiego. Dziś wielbłądzie walki budzą już stosunkowo nieliczne protesty ekologów w Turcji ponieważ współcześnie ich właściciele starają się dbać o ich bezpieczeństwo. 

14.
Wyścigi chartów – Irlandia. Jedną z najbardziej popularnych współcześnie rozrywek Irlandczyków są wyścigi psów. W wielu krajach polowania z chartami są zabronione, natomiast wciąż wzrasta popularność dyscypliny sportowej z ich udziałem – wyścigów chartów, w których psy gonią sztucznego zająca. Taki sport ma wielu przeciwników. Obrońcy praw zwierząt uważają, że jest to czysty biznes, a psy traktowane są jak maszynka do zarabiania pieniędzy. Poza tym charty, ze względu na swoją prędkość, nie mają dobrej zwrotności w galopie, przez co zwierzę często wpada na barierki przy ostrzejszych zakrętach. Przeciwnicy wyścigów mówią też o licznych zaniedbaniach w przypadku kontuzji, czy nawet o przypadkach uśmiercania zwierząt, które nie są już zdolne do brania udziału w wyścigach.  Dla Irlandczyków gonitwy psów to jednak swoisty element ich kultury narodowej. 

15.
Procesje słoni (Puram) – Indie. Parady słoni odbywają się w Indiach (Trichur) od 200 lat. Święto ma charakter wielowyznaniowy – jednoczy hinduistów, muzułmanów i chrześcijan. Słonie idące w wielkiej paradzie są pięknie przyozdobione. Ekolodzy biją jednak na alarm – podczas święta całymi dniami dudnią bębny, a wieczorami przez kilka godzin urządzane są trzaskające sztuczne ognie. To wszystko nie jest naturalnym środowiskiem dla wrażliwych z natury słoni. 

16.
Zwierzę jako niecodzienny środek transportu w turystyce. We współczesnym przemyśle turystycznym (choć było tak i dawniej) zwierzęta pełnią funkcję atrakcji w postaci niecodziennych środków transportu – osiołki w Grecji to niemalże symbol promocyjny tego kraju, po Nepalu podróżować możemy dzięki tamtejszym mułom, Indie oglądamy z grzbietu słonia, Egipt z grzbietu wielbłąda, a nad Morskie Oko zabierze nas poczciwy koń. Niestety co jakiś czas w Zakopanem z wycieńczenia pada kolejny koń – obrońcy praw zwierząt od lat bezskutecznie apelują o poprawę sytuacji pracujących w górach zwierząt. Warunki pracy koni od dłuższego czasu budzą wątpliwości. Zdarza się, że koń mdleje – wtedy odsyłany jest na tygodniowy „urlop wypoczynkowy”. 
Zdaniem obrońców praw zwierząt, „na największej polskiej autostradzie turystycznej, czyli drodze do Morskiego Oka codziennie rozgrywa się dramat dziesiątek koni, które muszą ciągnąć wozy z turystami. Są przeładowane i przemęczone, przez co nieprzydatne do pracy trafiają na rzeź”.

17.
Zwierzę jako lokalny przysmak kulinarny. Zwierzęta często stanowią też atrakcję turystyczną pod postacią przysmaków kulinarnych. Czasem zdarza się tak, że zagrożone gatunki zwierząt zjadane są przez ludzi ponieważ ma to związek z ich kulturą. Na przykład w Indonezji jada się zagrożone gatunki kobry lub małe małpki w formie szybkich przekąsek z rusztu. W Laponii furorę robią dania z renifera. Coraz częstszym zjawiskiem jest jednak sytuacja, w której zabijane są zagrożone gatunki zwierząt przede wszystkim dlatego, że turyści chcą spróbować lokalnych przysmaków. A dla zarobku ludność lokalna jest w stanie łamać obowiązujące przepisy o ochronie zwierząt. Czasem popyt na takie „przekąski” jest nawet większy ze strony turystów, niż ze strony ludności lokalnej. 

18.
Zwierzę jako pamiątka z podróży. Na całym świecie organizacje chroniące prawa zwierząt walczą z nielegalnym handlem zwierzętami lub ich fragmentami w postaci pamiątek turystycznych. Zakazane jest wywożenie wyrobów z kości słoniowej, portfeli ze skóry węża, muszel, koralowców itd. Niestety wciąż kwitnie handel nielegalny. O tym jak wygląda ten fenomen, można się przekonać oglądając świetny film edukacyjny organizacji WWF pt. „Zakazany handel” – na filmie widać między innymi jak chętnie turyści kupują małe makaki jawajskie, którym wyrywa się zęby, po to, aby bezbronne, były sympatycznymi maskotkami, pamiątkami z podróży. Jak możemy się przekonać oglądając ten dokument, w Indonezji targ zagrożonymi gatunkami zwierząt jest dla turystów lokalną atrakcją turystyczną!

Wciąż pojawiają się też nowe pomysły na „żywe pamiątki turystyczne”. W ostatnim czasie furorę w Chinach robią breloki z… żywymi zwierzątkami w środku. Ten okrutny i bezsensowny proceder polega na zamykaniu małych żółwi i jaszczurek w breloczkach, które mogą tam przeżyć nie dłużej niż dwa miesiące. Oczywiście przez cały ten czas nie mogą się niemalże poruszyć. Żółwie i jaszczurki przez kilka tygodni próbują w męczarniach wydostać się na zewnątrz, podczas gdy stanowią atrakcyjną pamiątkę z wakacji lub niecodzienną ozdobę telefonu komórkowego. Następnie martwe zwierzątko trafia do śmieci. Obrońcy praw zwierząt „załamują ręce”, a chętnych na zakup takich „produktów” niestety przybywa. 

19.
„Ten dzień przypominam sobie tylko dzięki temu zdjęciu. Dziesiątki osób stały w kolejce. Stanęłam i ja, a raczej ustawili mnie tam rodzice. Każdy chciał mieć zdjęcie z tygrysem bengalskim. Wtedy i ja chciałam. Na zdjęciu widać jeszcze ciężki łańcuch, przywiązany do szyi tygrysa i zamglone oczy zwierzęcia. Bałam się do niego podejść, choć był przecież tak otumaniony lekami, że ledwie podnosił głowę. Tego dnia pozowałam jeszcze z krokodylem na rękach, przechodząc pod słoniem i trzymając w objęciach skutą łańcuchem małpkę. To zdarzyło się ćwierć wieku temu podczas mojego pierwszego wyjazdu do Azji. Dziś sama nie zrobiłabym sobie takiego zdjęcia. Dziś nie zdecydowaliby się na to również moi rodzice. Wiele zmieniło się w sposobie naszego podróżowania przez te dwadzieścia pięć lat. Choć, gdy ostatnio natknęłam się na blog znajomego, który zdjęcie swojego małego synka wyciągającego rączkę w stronę skutego łańcuchem słonia zatytułował „odwaga”, poczułam się, jakby czas się zatrzymał„ – pisała Ewa Gajewska w Magazynie Kontakt. Niestety i dziś mamy możliwość przebywania ze zwierzętami w nienaturalnej odległości – na przykład: „W Parku Fathala w Senegalu można zobaczyć zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Przy odrobinie szczęścia spotkamy tu zebry, żyrafy, oraz wiele gatunków ptaków zamieszkujących duże drzewa mahoniowe. Największą atrakcją parku jest (... ) ekscytujący spacer z lwami. Senegal to jedno z pięciu miejsc na świecie, w którym można tego doświadczyć„ (słowa pochodzą z folderu reklamowego jednego z wiodących w Polsce touroperatorów na sezon letni 2014).

20.
Czy takie sytuacje kiedykolwiek ulegną zmianie? Czy zwierzęta przestaną cierpieć, tylko dlatego że muszą pełnić rolę lokalnych atrakcji i dostarczać rozrywki turystom? Czy dalej w wielu miejscach na świecie będzie się tworzyło „sierocińce dla dzikich zwierząt”, ponieważ zamieszkują w nich na przykład małe lwiątka, którymi opiekują się tzw. „wolontariusze ekologiczni” w trakcie swoich wakacji? Za odpowiednią opłatą mogą przebywać w pobliżu zwierząt, karmić je z butelki itd. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że czasem tych zwierząt nie byłoby w ogóle na świecie, bo organizatorzy tego typu miejsc starają się, aby na świat przyszła jak największa ilość lwiątek… aby móc potem na nich zarobić dzięki uczestnikom turystyki wolontariackiej…
 
Od wielu lat wprowadzane są na świecie liczne sankcje i zakazy złego traktowania zwierząt przez turystów i ludzi, którzy je na pokaz turystom wystawiają. Wydaje się jednak, że to wciąż za mało – bo nie wystarczy, aby coś zostało uznane za nielegalne, aby przestało funkcjonować. Oczywiście istnieją globalne kodeksy etyczne, które mówią nam, jak mamy się zachowywać na wakacjach. Problem jednak w tym, że na wakacjach często o moralności nie pamiętamy. Lub po prostu nie jesteśmy świadomi, że nasze zachowania na urlopie mogą mieć jakieś negatywne skutki.



f Udostępnij 🔽 Pobierz PDF

Poprzedni esej < > Następny esej
Turystolog.

M. Kazimierczak (red.), Etyczny wymiar podróży kulturowych, AWF Poznań 2014.

P. Vardy, P. Grosch, Etyka, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2010.

www.worldanimalprotection.org

www.bearesponsibletraveller.org

komentarze:

Andrzej Trutkows:
sprawa jest chyba szersza - trudno statystycznemu tuyscie przejąć się wykorzystywaniem zwierząt w turystyce, skoro na codzien korzysta z cierpienia generowanego w hodowlanych fabrykach produkujących mieso (ryby, drób, świnie, krowy itd). Wypierając cierpienie milionów zywych stworzeń trzymanych w nieludzkich warunkach, nie moze zauwazyć cierpienia szprycowanych lekami tygrysów w tajlandii (albo plemion typu LongNeck praktycznie wiezionych przez turystów w cepeliowych wioskach)