f
31/52
Kapitał białej skóry – czyli przybywam z lepszego świata
Mieszkańcy Zachodu, jawią się często mieszkańcom Południa, jako ludzie pochodzący z „lepszego świata”. Miejsca, gdzie jest dostatek, rządy prawa, każdy ma wygodne życie, zapewnioną opiekę zdrowotną, wysokiej jakości edukację.
1.
Turystka pomiędzy globalnym Południem, a globalną Północą jest niezwykle ciekawą przestrzenią wakacyjnych spotkań dwóch światów oraz ich mieszkańców. Generalizując, pierwszym z nich jest turysta – typowy przedstawiciel zamożnego Zachodu, świadom swoich praw i możliwości, dumny potomek cywilizacji kolonizatorów. Patrząc z globalnej perspektywy, jest to człowiek należący do elit finansowych, doskonale wykształcony, posiadający możliwość spełniania większości swoich zachcianek, choć bywa, że na kredyt. Dean MacCannell bardzo celnie określił go „konsumentem na wakacjach”, przypisując go zarazem, do opisanej przez Veblena, „klasy próżniaczej”. Książka Dean MacCannell: „Turysta. Nowa teoria klasy próżniaczej”. Wydawnictwo Muza, Warszawa 2002 r. 

Drugą stroną opisywanego spotkania jest mieszkaniec, tak różnorodnych krajów rozwijających się, nazywanych bardzo często, Globalnym Południem. Zazwyczaj jest to człowiek dużo gorzej wykształcony i uposażony, często różniący się wyglądem od zachodniego turysty. Reprezentant kultur i cywilizacji, jeszcze w nie tak odległej przeszłości podbijanych, negowanych, skolonizowanych i wykluczanych z procesu współtworzenia samostanowiącej wiedzy i narracji dziejowej. O wytworzonej asymetrii tych dwóch światów pisał bardzo dużo – na przykładzie Bliskiego Wschodu – ojciec chrzestny postkolonializmu Edward Said. Książka Edward Said: „Orientalizm”. Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2005 r. Tym samym, opisywanym przeze mnie gospodarzem tego spotkania jest człowiek nazywany często przez turystów z pewną protekcjonalną nutką: „tubylcem”. Określenie to traktowane jest jako charakterystyczne przeciwieństwo „turysty”. 

2.
Będąc parę lat temu w Etiopii, zdarzyła mi się następująca historia: 

„Wychodziłem z kina po wieczornym seansie, gdy ni stąd, ni zowąd podszedł do mnie pewien człowiek. Grzecznie się przedstawił, przyjacielsko uśmiechnął, po czym zapytał, czy może poprosić o radę. Przytaknąłem. Jeszcze szerzej się uśmiechnął i zadał pytanie: Jak mam żyć, by osiągnąć sukces? Całkowicie zaskoczony, odparłem zgodnie z prawdą, że nie mam pojęcia, że nie jestem najlepszym adresatem tego typu pytań. Jednakże on nie dawał za wygraną, bardzo zależało mu na odpowiedzi. Nie wiele więc myśląc, zrobiłem poważną minę i przytoczyłem pierwszy lepszy aforystyczny truizm. Uznałem, iż mam do czynienia z postacią co najmniej dziwną i postanowiłem jak najszybciej się jej pozbyć, by w spokoju wrócić do hotelu. Lecz gdy skończyłem wymawiać ostatnie słowa, silne skupienie w jego oczach, przemieniło się w bezgraniczną radość, zaczął mi wylewnie dziękować i błogosławić w imię Boga. Poczułem się głupio – zdecydowałem dopytać się, o co chodzi, co ja mam z tym wspólnego? Tym razem to ja go zadziwiłem, odpowiedź brzmiała: przecież ty wiesz, jak żyć, jesteś z Europy, jesteś biały. Jeżeli ty nie wiesz, to kto ma wiedzieć. Byłem pierwszym białym człowiekiem, z jakim w życiu rozmawiał.” Źródło Historia ta wydarzyła się Etiopii w 2009 roku. Opis ten pochodzi z mojego prywatnego dziennika podróżnego i został opublikowany w: Paweł Cywiński „Kapitał białej skóry”. magazynkontakt.pl, 26 listopada 2012 r.

Spotkany przeze mnie Etiopczyk posiadał daleko idącą pewność, że to właśnie ja wiem, jak żyć. Dlaczego dla niego logika takiego rozumowania była czymś jak najbardziej normalnym? Wydaje mi się, że zdarzenie to jest dosyć symptomatyczne, dlatego warto poświęcić mu trochę uwagi. 

3.
Kto tworzy wiedzę, ten posiada władzę. Kto z kolei posiada władzę, ma możliwość kreowania wiedzy. Zgodnie z tym kołem dominacji, to że ja jestem z Europy, że jestem biały, świadczyć może o tym, że wiem, jak należy żyć. Jednakże o czym świadczyć może powtarzanie tego typu myśli ponad sto lat po normalizującym walcu europejskiego kolonializmu?

Cytowany powyżej fragment z mojego prywatnego dziennika podróżnego opisywać może równie dobrze przykładowe cudze spotkanie turysty z miejscowym, w czasie którego odradza się drzemiąca w tymże człowieku idea oświeceniowo-darwinistycznej przepaści, którą zaszczepiały na całym świecie XIX wieczne zachodnie imperia. Fundamenty konstytuujące ową przepaść powstały w czasach przenoszenia europejskich norm oświeceniowych poza cywilizację europejską. „Europejskość i biały kolor skóry, czyli to, gdzie i jakim się urodziłem. – pisałem komentując ów fragment dziennika w jednym z artykułów Artykuł Paweł Cywiński „Kapitał białej skóry”. magazynkontakt.pl, 26 listopada 2012 r. – W tak prosty sposób zdefiniował elementy mojego kapitału spotkany przeze mnie Etiopczyk. I jest to o tyle ważna definicja, że ukazuje nieczęsto znaną w Polsce perspektywę, odsłaniającą jednocześnie charakterystyczny aksjomat, na jakim człowiek ten został wychowany i na jakim budował swoją wizję świata. Zresztą nie on jeden – podobną perspektywę możemy spotkać u wielu przedstawicieli globalnego Południa. W jego słowach wyraźnie odbija się świadectwo ponadekonomicznego rozwarstwienia naszej planety, pewnego zniewolenia umysłu, czegoś, co nazywam bakcylem kolonializmu.”

4.
W tym miejscu chciałbym zaproponować termin pozwalający lepiej zrozumieć asymetryczne bieguny kolonialnej przepaści: kapitał białej skóry. Sformowanie to jest parafrazą kapitalistycznego eufemizmu: „kapitał ludzki, za którym ukrywa się, jakby nigdy nic, gigantyczny rozdźwięk pomiędzy tymi, co są lepsi, a tymi, co lepsi być nie mogą. (...) W tym subiektywnie wybranym zasobie kompetencji, wiedzy, atrybutów społecznych i osobistych – nazywanych kapitałem ludzkim – chodzi tak naprawdę o trudno definiowalną wartość, która drzemie w każdym z nas. I nie jest to wartość stała. Nad niektórymi cechami owego kapitału możemy pracować, próbując je udoskonalać, nad innymi nie, albowiem są one niejako wrodzone.” Artykuł Paweł Cywiński „Kapitał białej skóry”. magazynkontakt.pl, 26 listopada 2012 r.

Podobnie, „kapitał białej skóry” wskazuje na to, iż samo to, że posiada się białą skórę, może w perspektywie globalnej przynosić jej posiadaczowi wymierny zysk. Dawno już ową rasową zależność dostrzegli amerykańscy lewicowi myśliciele i ukuli oni pojęcie „biały przywilej”, w języku ulicznym dookreślany jako WSAP (White Anglo-Saxon Protestant). 

Biały przywilej oznacza lepszy status i pozycję wyjściową przeciętnego białego Amerykanina nad niebiałym Amerykaninem. Wyraża się ona w wielu płaszczyznach życia społecznego – od kwestii tak prozaicznych jak plastry opatrunkowe w kolorze cielistym, z założenia białym, przez dominacje białych polityków w Kongresie, kończąc na prostej obserwacji historycznej dotyczącej spadków rodzinnych. Biały spadkobierca w USA posiada większą szansę na większy spadek, niż jego niebiały rówieśnik – albowiem biali Amerykanie posiadają historycznie dłuższą możliwość wielopokoleniowej akumulacji kapitału, niż niebiali mieszkańcy Stanów, których pradziadkowie byli niewolnikami lub zamykani w rezerwatach, a dziadkowie pozbawiani możliwości zdobycia edukacji lub pracy o wysokim prestiżu i co za tym idzie apanażu. 

5.
Biały przywilej jest zaledwie jedną z odmian szerszego zjawiska jakim jest kapitał białej skóry. Przy czym, „biały przywilej” jest w o wiele większym stopniu efektem kolonialnej i niewolniczej historii Stanów Zjednoczonych, podczas gdy pochodzenia „kapitału białej skóry nie można doszukiwać się jedynie w systemie zalegalizowanej dyskryminacji, czasach kolonialnych, bardziej lub mniej subtelnym rasizmie czy początków zachodniej myśli antropologicznej. W wielu regionach świata funkcjonowały i do dziś funkcjonują kultury podkreślające adekwatność pozycji społecznej do konkretnego odcienia skóry. Współczesna siła białego kapitału często jest pewną wypadkową tych źródeł, do dziś zresztą wspieraną przez globalne koncerny kosmetologiczne i dyktat kanonów piękna w reklamach na całym świecie. Każdego dnia setki milionów kobiet używa wybielających kremów i opuszcza dom wyłącznie pod przeciwsłonecznym parasolem. Dla przykładu, w Indiach wykreowano nie tak dawno modę na kremy wybielające części intymne. Chcesz być piękniejsza, posiadać lepszą pozycję społeczną, czuć się lepiej, bądź bielsza – krzyczą reklamy. Artykuł Paweł Cywiński „Kapitał białej skóry”. magazynkontakt.pl, 26 listopada 2012 r. Zachodnich turystów one nie dotyczą, oni w znakomitej większości już są biali.

6.
Dzisiejszy pokolonialny świat skonstruowany jest na zasadach, które z cała pewnością określić moglibyśmy strukturalną niesprawiedliwością. Niesprawiedliwość ta objawia się również w aspekcie rasowym. Już pobieżna obserwacja pozwala zauważyć, że statystyczny mieszkaniec naszej planety, posiadający białą skórę, lepiej zarabia, przez co cieszy się lepszym zdrowiem i umiera w starszym wieku. Posiada dostęp do lepszej edukacji, co znacząco zwiększa jego szansę na odniesienie życiowego sukcesu. Chcąc lub nie chcąc, jest on reprezentantem pewnej „normalności” kulturowej (Hollywood), politycznej (demokracja) czy ekonomicznej (neoliberalizm), pretendującej do bycia globalną (czyli poniekąd uniwersalną). I tak niejednokrotnie jest postrzegana. Od początku posiada on godziwsze warunki życia. 

Tak jak zdajemy sobie sprawę z pewnej niezręczności w brzmieniu opozycji turysta/tubylec, tak powinniśmy być też świadomi problemu z opozycją biała skóra/niebiała (czarna, kolorowa) skóra. Dlatego w miejscu tym chciałbym przypomnieć za Anią Loombą Książka Ania Loomba: „Kolonializm/Postkolonializm”. Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2011 r. pewną dykteryjkę. „W samolocie do Port-au-Prince wywiązała się ciekawa dyskusja pomiędzy dwoma sąsiadami; amerykańskim dziennikarzem i haitańskim nauczycielem. Wszystko rozpoczęło się od pytania dziennikarza, o to, jaki procent mieszkańców Haiti stanowią biali ludzie. Nauczyciel zastanowił się i odrzekł – dziewięćdziesiąt procent. Wielce zdziwiło to Amerykanina – jak to dziewięćdziesiąt procent, przecież na Haiti większość to czarni! – dopytuje się więc dalej – to jak ty definiujesz bycie białym? Haitańczyk odpowiedział wtem pytaniem na pytanie – a jak ty definiujesz bycie czarnym? Amerykanin odpowiedział, że w Stanach Zjednoczonych za czarną uważa się osobę, która ma domieszkę czarnej krwi. Haitańczyk przytaknął i z uśmiechem stwierdził – panie dzieju, my dokładnie według tego samego klucza definiujemy bycie białym.”

7.
Globalne nierówności nie są zjawiskiem ostatnich dekad. Według różnych badaczy, Książka an Milewski: „Dlaczego Europa? Źródła przyspieszenia wzrostu gospodarczego Europy – przegląd literatury” (w) „Cywilizacja europejska. Wykłady i eseje” (red. Maciej Koźmiński). Wydawnictwo IH PAN, Warszawa 2005 r. Europa zaczęła wyprzedzać resztę świata pomiędzy początkiem XVI a końcem XVIII stulecia. Jednakże obecnie coraz bardziej się one cementują. Nie jest to tematem niniejszego eseju, ale aby zrozumieć skalę monopolu świata zachodniego – i to wyłącznie z perspektywy ekonomicznej – nad resztą świata, wystarczy przytoczyć dane dotyczące zależności, pomiędzy sieciami własności wielkich korporacji międzynarodowych. 

Obecnie 737 firm kontroluje ponad 80% systemu korporacyjnego na świecie. Jest też ścisłe jądro, tak zwane muszki, które są niczym wiązane na szyjach muszkowe supełki – centrami kontrolującymi całe sieci mniejszych, choć z perspektywy rynku lokalnego i tak gigantycznych, aktorów ekonomicznych. Jądro to składa się ze 147 firm kontrolujących 40% całego systemu korporacyjnego na świecie. Atykuł Ladislau Dowbor: „The Network of Global Corporate Power” (w) „Revista da UGD RIO +20”, 2012 r. Różnice pomiędzy życiem na warszawskim Mokotowie czy nowojorskim Brooklynie, a dzielnicami mieszkalnymi Addis Abeby czy Bangkoku są widoczne na pierwszy rzut oka. Jeszcze bardziej, gdy obraz konstruujący świadomość tych różnic, dochodzi do mieszkańców Addis Abeby lub Bangkoku za pośrednictwem soczewki odbiornika telewizyjnego, nastawionego na zachodnie filmy, seriale bądź reklamy, charakteryzujące się cukierkowym obrazem zachodniej sielanki.

Nic więc dziwnego, że mieszkańcy Zachodu, jawią się często mieszkańcom Południa, jako ludzie pochodzący z „lepszego świata”. Miejsca, gdzie tkwi dostatek, rządy prawa, każdy ma wygodne życie, zapewnioną opiekę zdrowotną, wysokiej jakości edukację. Jest to ten sam rodzaj pakowanego mitu, którym w czasach PRL-u otaczano w Polsce owego legendarnego Amerykanina, będącego synonimem marzeń i frustracji mieszkańców komunistycznych peryferii. Farandżi, bule, umlungu – określeniami tymi nazywa się białego człowieka w Etiopii, Indonezji i na ziemiach Zulusów. Choć prawie w każdej kulturze występuje analogiczne słowo. Są to bardzo pakowne semantycznie, a zarazem podskórnie wartościujące, słowa. Znaczą one o wiele więcej niż to, że bule jest człowiekiem o białej skórze. Warto badać, co kryje się za owym stereotypowym obrazkiem zachodniego turysty i warto też pamiętać, że ów mit nadal odgrywa ważną rolę w wielu miejscach na świecie.

8.
Zachodni turyści posiadać mogą wiele korzyści w czasie swojego pobytu w jednym z azjatyckich lub afrykańskich krajów, tylko dlatego, że mają biały kolor skóry i pochodzą z zachodniej cywilizacji. Samo to, że są oni postrzegani jako obcy, często lepiej wykształceni, majętniejsi, piękniejsi (estetyczny wątek kapitału białej skóry), mogący więcej, wpływa na sposób ich traktowania. A jako, że są zarazem wymagający – w końcu są konsumentami na wakacjach – powoduje, że bardzo często traktuje się ich ze specjalną estymą, która zazwyczaj przejawia się w lepszym traktowaniu, choć nie możemy zapominać, że bywa, iż sprowadza na niego potężne kłopoty lub o wiele wyższą cenę.

Każdy biały podróżnik przemierzające szlaki globalnego Południa wielokrotnie miał do czynienia z takimi przywilejami. Ja też: lepsze miejsca w autobusach, mniej kolejek, łatwiejszy dostęp do pracy, wyższe wynagrodzenia podczas dorywczej pracy, ogólnie lepsze traktowanie. Dlatego warto podkreślać, że problematyka niezawinionych korzyści płynących z bycia białym przedstawicielem Zachodu, szczególnie dotyka dziś ludzi drogi, podróżników i turystów. Sądzę, że umiejętność poradzenia sobie z tym statusem, jest jedną z podstawowych cech odpowiedzialnej turystyki. Turystom, mniej bądź bardziej, uświadomionym w tej kwestii, zawsze przyjdzie się zmierzyć z problemem własnego kapitału, który na dzień dobry może być elementem pozycjonującym w danej relacji (zazwyczaj in plus choć bywa, że in minus). I wiele zależy od tego, jak się z nim zmierzą.


f Udostępnij 🔽 Pobierz PDF

Poprzedni esej < > Następny esej
Orientalista, kulturoznawca, geograf.
Polecane lektury:

Cywiński P., „Kapitał białej skóry”, magazynkontakt.pl, 26 listopada 2012 r.

Dowbor L., „The Network of Global Corporate Power” (w) „Revista da UGD RIO +20”, 2012 r.

Loomba A., „Kolonializm/Postkolonializm”, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2011 r.

MacCannell D., „Turysta. Nowa teoria klasy próżniaczej”, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2002 r.

Milewski J., „Dlaczego Europa? Źródła przyspieszenia wzrostu gospodarczego Europy – przegląd literatury” (w) „Cywilizacja europejska. Wykłady i eseje” (red. Maciej Koźmiński), Wydawnictwo IH PAN, Warszawa 2005 r.

Said E., „Orientalizm”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2005 r.
komentarze:

Nikt jeszcze tego nie skomentował. Bądź pierwszy!