f
11/52
Pomnik przyrody – czyli niszczejący nagrobek matki Ziemi

Sądząc po zdjęciach z wakacji, wszyscy kochamy przyrodę. Plaża ocieniona pióropuszami palm, wodospad rozbijający zieleń tropikalnego lasu, egzotyczne zwierzęta i wielobarwne kwiaty – tak mógłby wyglądać przepis na idealny album z wakacji. Ale czy pamiętasz, ile czasu zajęło ci znalezienie kadru bez śmieci na pierwszym planie?

1.

W 2012 roku liczba osób podróżujących po świecie przekroczyła miliard. Według Światowej Organizacji Turystycznej połowa z nich robi to dla przyjemności, szukając jej coraz dalej od rodzinnego domu. Odległość tę można zmierzyć w kilometrach, ale duże znaczenie ma również różnica jakości otoczenia. Codzienny widok na sąsiedni blok chcemy zamienić na kontakt z przyrodą. Niejednokrotnie tkwiąc za biurkiem, wyobrażamy sobie górskie wędrówki czy nurkowanie na rafach koralowych. Chyba jeszcze nigdy nie było tak łatwo o realizację tych marzeń – tam, gdzie do niedawna w pocie i znoju docierało wąskie grono wybrańców, dziś prowadzą trasy światowych linii lotniczych, czy wycieczki biur podróży. Przyroda nie jest już tajemnicą czy trudnym wyzwaniem – to po prostu wakacyjna zabawka. A zabawki niestety się psują.

Im bogatszy kraj, tym częściej i dalej wyjeżdżają jego obywatele. Ponieważ lot z Europy do Tajlandii czy na Karaiby wiąże się ze znaczną emisją dwutlenku węgla, turystyce przypisuje się współodpowiedzialność za efekt cieplarniany. Zmian klimatu nie sposób dostrzec na pierwszy rzut oka, więc mało kto z lecących w stronę urlopowego raju zaprząta sobie nimi głowę. Gorzej jest na miejscu, kiedy okazuje się, że nasza „oaza ciszy i spokoju” to w rzeczywistości duże miasto, może nawet bardziej hałaśliwe i śmierdzące spalinami niż to, w którym mieszkamy na co dzień.

2.

Pierwszym impulsem do dyskusji o wpływie turystyki na środowisko były negatywne zmiany zaobserwowane w latach 60. XX wieku na śródziemnomorskim wybrzeżu Francji i Hiszpanii. To tam w wielu miejscach brzeg morza został szczelnie zabetonowany. Kiedy pod koniec lat 80. w Hiszpanii uchwalono „Prawo o wybrzeżach” – uważane za wzorcowe rozwiązanie problemu zagospodarowania linii brzegowej – w wielu miejscach zmiany były już nieodwracalne. Cześć fali turystów (i tym samym inwestorów) odpłynęła ku nowym, dziewiczym destynacjom. A tam historia bardzo szybko się powtórzyła. W wielu krajach Globalnego Południa prawo jest elastyczne, a grunty tanie, więc kolonizacja linii brzegowej odbywa się jeszcze szybciej. Cierpią na tym przyroda i mieszkańcy. Wielkie molochy hoteli nie tylko dewastują widok, ale ograniczają też dostęp do plaży, wypierając z niej łodzie, sieci i samych rybaków.

Świadomość, że skala wprowadzanych zmian jest zbyt duża, przychodzi często zbyt późno. Specjaliści Światowej Unii Ochrony Przyrody uważają, że to właśnie branża turystyczna przyczyniła się do katastrofalnych skutków tsunami w Azji Południowo-Wschodniej w 2004 roku. Masowe wycinanie lasów namorzynowych miało zapewnić turystom łatwy dostęp do morza, ale zadziałało też odwrotnie: kiedy zabrakło naturalnej bariery ochronnej, fale wlały się daleko w głąb lądu. Im silniejsza presja człowieka, tym gwałtowniejsza bywa reakcja przyrody: hotele osuwają się z nadmiernie obciążonych klifów, prądy morskie rozmywają plaże albo zamulają wejścia do nieprawidłowo zlokalizowanych przystani.

Zamiast reagować na sygnały natury, najczęściej wypowiada się jej wojnę. Na Jukatanie czy w Ustce wielkie, czarne rury tłoczą na plażę dodatkowe tony piasku. To syzyfowa praca, bo kolejne sztormy rozmywają mozolnie odbudowywany brzeg.  Jednocześnie gdzie indziej nadmiar piasku uśmierca rośliny i zwierzęta; również te, które mogłyby ucieszyć oko gości. To właśnie materiał osypujący się do morza podczas prac budowlanych doprowadził do zagłady dużej części słynnych meksykańskich raf koralowych w Cancun. Z okien apartamentów przy bulwarze Kukulkan roztacza się wprawdzie cudowny widok, ale nurkowanie przy hotelowej plaży jest równie emocjonujące, co danie nura w wannie.

3.

To może golf? Soczysty dywan trawy kusi nawet tam, gdzie wody jest jak na lekarstwo. Mało który z graczy zdaje sobie sprawę, że ta zieleń może oznaczać posuchę w kranach pobliskich miejscowości. Przeciętne pole golfowe w Tajlandii zużywa rocznie tyle wody, ile potrzebowałoby 60 000 mieszkańców, a do tego wymaga półtorej tony nawozów, herbicydów i pestycydów. Podlane trawniki, czysta plaża i nieograniczony dostęp do wody w kranie nie są czymś tak oczywistym, jak wydaje się gościom. Na wielu małych wyspach słodkiej wody po prostu brakuje, i nawet nowoczesne systemy odsalania nie są w stanie sprostać coraz większym potrzebom. 

W dodatku zużytą wodę należy również jakoś Matce Ziemi zwrócić. Ścieki odprowadza się często prosto do morza, więc w wielu kurortach stężenie bakterii coli znacząco przekracza dopuszczalne normy. A ponieważ z wyglądu woda jest równie turkusowa, jak zawsze, więc trudno połapać się, że ból brzucha czy uciążliwa wysypka to efekt kąpieli. Wyraźnym – bo zmieniającym kolor wody –  sygnałem ostrzegawczym są dopiero zakwity alg. Część z miliardów żyjątek tuczących się nadprogramowym pożywieniem jest wysoce toksyczna. „Czerwony przypływ” ostrzega, że kąpiel czy zajadanie się owocami morza właśnie wypadło z wakacyjnego rozkładu jazdy; w skrajnych wypadkach konsekwencje mogą być śmiertelne.

4.

Lato na plaży dobrze komponuje się z nartami zimą. Przykryte śniegiem góry wydają się dziewicze, ale poza sezonem straszą bliznami nartostrad. Problem z erozją zaczyna się już na etapie budowy infrastruktury, a każdy sezon eksploatacji pogłębia zmiany zachodzące w obrębie stoku. Ubity ratrakami śnieg traci swoje właściwości izolacyjne, co prowadzi do przemarzania gleby i wymierania organizmów glebowych. Przy braku wystarczającej pokrywy śnieżnej mechaniczne uszkodzenia roślinności są nieuchronne. Sztuczne naśnieżanie nie poprawi sytuacji, bo jedna armatka zużywa 30 m3 wody dziennie (do tego pobiera też energię i hałasuje).

Może zrezygnować z narciarstwa na rzecz górskich wędrówek? Nawet tak bliska naturze forma relaksu potrafi odcisnąć swój ślad w terenie. Ścieżki pogłębione do rozmiarów małych wąwozów i stratowane polany dowodzą, że apokaliptyczna wizja szczytów rozniesionych butami nie jest specjalnie odległa od stanu faktycznego. Przyrodzie szkodzi zarówno niszczenie jak i wzbogacanie. Na ubraniu czy w plecakach na turystyczne szlaki trafiają zupełnie nowe gatunki roślin, często bardziej ekspansywne od rodzimych. Nie bez przyczyny dla ochrony wrażliwych ekosystemów Antarktyki przed postawieniem stopy na białym kontynencie turyści każdorazowo odkażają obuwie. Mimo tych rygorystycznych praktyk w rejonie wielu miejsc lądowania odnotowano zmiany flory.

5.

Smutnym, ale niezbitym świadectwem obecności turystów są śmieci. Brak śmietników czy chęć wtopienia się w lokalną kulturę to marne wytłumaczenie. Zwłaszcza, że tam, gdzie trafiają turyści, często nie ma żadnych lokalnych mieszkańców. Najwyżej położonym śmietnikiem na ziemi są szczyty Himalajów. Niskie temperatury skutecznie hamują rozkład nawet tego, co biodegradowalne, a odpadów przybywa z każdym sezonem. Japoński himalaista Ken Noguchi w latach 2000-2007 pięciokrotnie wspinał się na Everest, aby posprzątać górę. Dziewięć ton śmieci, które zebrał podczas wszystkich ekspedycji, to zaledwie kropla w morzu.

Odpadki często okazują się przysmakami dla zwierząt, które z czasem zaczynają aktywnie walczyć o dostęp do smakołyków. Makaki porywające kanapki czy ostronosy grzebiące w plecakach tylko przez chwilę są zabawne. Potem przychodzi rozczarowanie, że „dzika” przyroda już wcale taką nie jest. Zmiana diety odbija się na zdrowiu i psychice zwierząt. Smutną tatrzańską legendą jest historia niedźwiedzicy Magdy. Regularnie widywana w rejonie schroniska w Roztoce, była traktowana jak żywa maskotka. Kiedy Magda urodziła młode, poczęstunki od turystów przestały jej wystarczać. Niedźwiedzie zaczęły włamywać się do śmietników i magazynów z żywnością oraz niszczyć samochody. Historia ich relacji z człowiekiem znalazła finał we wrocławskim zoo, gdzie nieprzystosowana do nowych warunków Magda szybko zdechła.

6.

Zastąpienie polowań na afrykańskich sawannach poprzez fotograficzne safari często przywoływane jest jako wyraźny zwrot ku poszanowaniu przyrody. Jednak zwierzętom nie służy nawet tak niewinne zainteresowanie. Poddawane nieustannej obserwacji, straszone przez samochody cierpią na zaburzenia psychiczne i słabo się rozmnażają. W sumie trudno im się dziwić – wyobraź sobie, że całe życie spędzasz w domu „Wielkiego Brata”. Niezmordowani w swoich próbach zbliżenia się do zwierząt podglądacze najwyraźniej myślą tylko o kolejnym zdjęciu.

Żywe zwierzęta są wielką atrakcją, ale niektóre przyciągną uwagę turystów dopiero jako egzotyczne pamiątki. Zanim skusisz się na stojak na parasole z nogi słonia czy torebkę z egzotycznego gada, pomyśl, że inni nie zobaczą już tych stworzeń w naturalnym środowisku. Pamiętaj też, że Polska jest sygnatariuszem Konwencji o międzynarodowym handlu dzikimi zwierzętami i roślinami gatunków zagrożonych wyginięciem (tzw. Konwencja CITES) , a służby celne bardzo rygorystycznie podchodzą do jej zapisów. Stojak na parasole z nogi słonia, gady przerobione na torebki, rzadkie muszle – to tylko nieliczne przykłady egzotycznych souvenirów skonfiskowanych na warszawskim Okęciu.

7. 

Ocenia się, że turystyka przyczynia się do degradacji środowiska w około 5-7 %.  W porównaniu z oddziaływaniem przemysłu (40%) to w sumie niewiele. Trzeba jednak pamiętać, że właśnie na potrzeby turystów produkuje się tysiące mniej i bardziej potrzebnych gadżetów. Czy spaliny z autokarów obciążają konto komunikacji (15% udział w degradacji środowiska) czy turystyki? Podobne wątpliwości można mieć w przypadku budownictwa (20%). Czyżby zatem najpełniejszym wyrazem miłości do przyrody była rezygnacja z wakacji? Niekoniecznie. Ale nie zostawiaj dobrych nawyków w domu. Jeśli na co dzień oszczędzasz wodę i energię – rób to także podczas urlopu. A jeśli nigdy nie przyszło Ci to do głowy, może najwyższy czas zacząć? Zgaszone przy wyjściu w pokoju światło, kwiat, którego nie zerwałeś, pająk, któremu pozwoliłeś dalej cieszyć się życiem – to w sumie niewiele. A teraz pomnóż to przez miliard turystów.



f Udostępnij 🔽 Pobierz PDF

Poprzedni esej < > Następny esej
Geograf i ekolog krajobrazu

Polecane lektury:

Gössling Stefan i Hall C.Michael: Tourism & Global Environmental Change, Routledge, London – New York, 2006 r.

Kowalczyk Andrzej (red.): Turystyka zrównoważona, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2010 r.

UNEP, Environmental impacts of tourism.

Zaręba Dominika: Ekoturystyka, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2010 r.

komentarze:

Ireneusz Rek:
Co to znaczy, że turystyka sprzyja degradacji środowiska. Tzn mam zdać się na relacje TV przedstawicieli żeby zobaczyć świat? W domu spoczywać i nie jeść fasoli żeby metanu do atmosfery nie wydalać?
Janek:
Ireneusz, chyba nie doczytałeś do końca. Bardzo dobry tekst, prosto i dobitnie pokazuje, że nasze zachowania turystyczne mają wpływ na miejsce, które oglądmy. Dzięki post-turysto!