f
50/52
Sknera na wakacjach, czyli nie każde oszczędzanie to cnota
Ilekroć słyszę lub czytam opinie turystów, że podróżowanie po jakimś kraju jest takie tanie, bo wszyscy ich zapraszali i im wszystko fundowali, to natychmiast powraca niczym echo do mojej głowy myśl: to wcale nie znaczy, że ta podróż była taka tania, to po prostu znaczy, że ktoś inny za nią zapłacił.
1.
Przerwa podczas jednego z warsztatów post-turysty o odpowiedzialnym podróżowaniu. Podchodzi do mnie chłopak: początek studiów, koszula w kratkę, na warsztaty przyszedł z gitarą. Niedawno kupił bilet do Etiopii. „Czy można tam jeździć autostopem?” – zapytał. Odpowiedziałam, że owszem, jednakże autostop jest w Etiopii płatny – kierowcy należy wręczyć równowartość biletu autobusowego na danej trasie. Posmutniał. „Ale jak to? Ja nigdy za autostopa nie płacę. A jak powiem, że jestem tylko studentem, to też każą mi zapłacić?”

2.
Brak zbędnego bagażu, wolni jak ptaki. Czy chcielibyśmy tak podróżować? Większość odpowie: oczywiście! Archetyp hippisowskiej podróży – bez grosza przy duszy, podczas romantycznej wyprawy stopem i nieustannego bratania się ze spotkanymi mieszkańcami – jest jednym z najsilniejszych archetypów wbudowanych w naszą turystyczną wyobraźnię. Wzmacnia go popkultura. Wzmacniają liczne artykuły i porady w stylu: „jak wyjechać w podróż ze 100 dolarami w kieszeni”, „dookoła świata bez płacenia za noclegi”, „na czym i jak oszczędzać w podróży”. Wzmacnia w końcu, pewne przekonanie, przez wielu traktowane niczym dogmat, że ten kto zapłacił mało, jest godnym pochwały spryciarzem, a płacący więcej są zwykłymi naiwniakami, którzy dali się nabrać. Uwierzyliśmy bowiem, że oszczędzanie zawsze i wszędzie jest cnotą. A może jednak nie zawsze i nie wszędzie?

Kiedy w takim razie nasze oszczędzanie, potrafiące przerodzić się w sknerstwo, wcale nie musi być czymś dobrym i pożytecznym? Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, musimy wpierw oswoić się z najważniejszą zasadą świadomej konsumpcji: poprzez sam wybór miejsca pozostawienia swoich pieniędzy mamy wpływ na świat. W przypadku turysty – czyli konsumenta na wakacjach – wydając pieniądze, oddziałujemy bezpośrednio na odwiedzane przez siebie miejsca. Dlatego też, o wydawaniu pieniędzy podczas podróży, można myśleć, jako o formie wsparcia lokalnych mieszkańców, a w pewnych przypadkach również, jako o zadośćuczynieniu szkód wynikłych ze zmasowanego ruchu turystycznego. Tym bardziej, że w świecie gloryfikującym konkurencję i cięcie kosztów, zwykła godziwa zapłata, może być traktowana między innymi jako coś upodmiotawiającego, wspomożenie działania wędki, zamiast dokładania się do ryby. W ten sposób relacje handlowe postrzega się na przykład w ruchu „fair trade” (czyt. „sprawiedliwy handel”). Esej Więcej na ten temat w eseju Izabeli Poliszuk o idei Fair Trade Tourism w naszym Przewodniku po ideach podróżowania

3.
Kiedy z własnej woli wyjeżdżamy w podróż, wyposażeni nie w gotówkę, ale w nastawienie, że „jakoś to będzie”, to często bywa, że oprzeć się musimy na pomocy innych. Już samo to wydaje się problematycznym przerzucaniem odpowiedzialności na kogoś. Moje wątpliwości etyczne rosną jednak jeszcze bardziej, gdy z takim nastawieniem odwiedzamy kraje dużo mniej zamożne od naszego. Bo „jakoś to będzie” to znaczy, że ktoś nam pomoże. Czytaj: ktoś za nas zapłaci. Bywa, że ktoś, kogo standard i możliwości życiowe są dużo skromniejsze od naszych. Trudno zatem nie nazwać takiej postawy zaplanowanym wykorzystywaniem ze względu na własną przyjemność, jaką jest wakacyjna podróż. Wręcz pewną formą wyzysku. A jest z czego korzystać, bo w porównaniu z mieszkańcami niektórych państw, polska „tradycyjna gościnność” wydaje się dość mocno wyblakła.

Przykładów nie trzeba długo szukać, choćby w Gruzji, Iranie czy Afganistanie gość traktowany jest w sposób wyjątkowy. I niestety bywa to nadużywane przez turystów. W relacjach polskich podróżników przeczytać można o rodzinach, które pożyczały pieniądze od znajomych, żeby stać je było na podejmowanie turystów. W skrajnych sytuacjach, członkowie rodziny sami odmawiali sobie kolacji, żeby nakarmić swojego gościa. Z drugiej strony, nierzadko mi samej zdarzało się być zapraszaną na rodzinną kolację po tym, gdy jedynie zapytałam kogoś o drogę. Nie łatwo wtedy zorientować się, czy zaproszenie nie jest przypadkiem tylko kurtuazją, ani czy moja wizyta przysporzy gospodarzom więcej radości czy kłopotu. Zdarzą się jednak tacy, który celowo wykorzystają każdą serdeczność gospodarzy, każdą taką propozycję.

W Erywaniu, stolicy Armenii, goszczona byłam przez tamtejszego studenta, z którym skontaktowałam się przez portal couchsurfing.org. Nocował u niego także inny turysta, który po umówieniu się na kilka dni zasiedział się ponad dwa tygodnie. Na koniec zapytał, czy któryś z przyjaciół naszego gospodarza może odwieźć go na lotnisko, bo skończyły mu się już pieniądze i nie stać go na taksówkę, a „na pamiątkę” zabił i wziął ze sobą niegroźnego skorpiona, który odwiedzał nasz dom i sprawiał wszystkim dużo radości.

Zatem ilekroć słyszę lub czytam opinie turystów, że podróżowanie po jakimś kraju jest takie tanie, bo wszyscy ich zapraszali i im wszystko fundowali, to natychmiast powraca niczym echo do mojej głowy myśl: to wcale nie znaczy, że ta podróż była taka tania, to po prostu znaczy, że ktoś inny za nią zapłacił.

4.
Oszczędność wyzyskująca nie musi wynikać tylko z nadużywania gościnności, które prowadzi do tego, że ktoś musi nas utrzymywać. Może przybierać bardziej bezpośrednią formę. Na przykład targowanie się o niewielkie kwoty, które może realnie wpłynąć na kondycję finansową osoby, od której kupujemy produkt lub usługę. Dla nas stanowi ono najczęściej wakacyjną rozrywkę w rywalizację, kto będzie bardziej chytry. Choć w głębi duszy – powiedziałby psycholog – jest też wyrazem naszej tęsknoty za „światem bazarem”, w którym – podobnie jak pogawędka ze sprzedawcą – handlowi towarzyszą relacje międzyludzkie. Świat bazar przeciwstawiany jest bowiem kojarzonemu z naszym kręgiem kulturowym zindywidualizowanemu „światowi supermarketowi”, w którym kasjerzy traktowani są niczym przedłużenie maszyny liczącej.

W bezpośrednim handlu nie tylko targowanie może być problematyczne. Zastanówmy się chwilę nad działaniem niektórych promocji. Jeśli kupujemy produkt lub usługę poniżej kosztów produkcji, to warto poszukać odpowiedzi, kto i w jakim celu dopłaca resztę. Praktyka ta jest jedną ze strategii monopolizowania rynku przez zamożne firmy, które stać na to, by przez jakiś czas dopłacać do prowadzonego przez siebie biznesu. W tym czasie ci mniejsi, często tylko lokalnie działający, którzy sprzedają te same produkty i usługi po cenie detalicznej powiększonej o własną marżę, zdążą splajtować. Czy wiedząc o tym, nadal będziemy kupować produkty promocyjne? Sytuacja tych najmniejszych przedsiębiorców jest bezpośrednio uzależniona od naszej konsumenckiej odpowiedzialności.

5.
Wielu w tej chwili powie, że przecież Polacy też nie są zamożni, przecież niektórzy muszą oszczędzać, przecież nie jesteśmy bogatymi Europejczykami z Zachodu, których na wszystko stać. Może i nie jesteśmy, ale stać nas na podróżowanie. I to już jest coś, bo aby wyjechać na wakacje trzeba mieć dwie drogocenności: czas i pieniądze. I to w tym samym momencie. Zatem sam fakt, że możemy pozwolić sobie na wyjazd, sytuuje nas w grupie najbogatszych ludzi na świecie.

Z perspektywy globalnej nasze portfele wydają się być bowiem nieźle wypchane. Wystarczy spojrzeć na statystyki (przy czym pamiętajmy, pokazują one trendy, zawsze zaokrąglając rzeczywistość). Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego Polska w 2014 roku była dwudziestą czwartą co do wielkości gospodarką świata pod względem PKB (tzn.: Produktu Krajowego Brutto). Dwudziestą czwartą ze stu dziewięćdziesięciu czterech. Licząc PKB per capita (tzn.: PKB na głowę mieszkańca) Polska znalazła się na czterdziestym ósmym miejscu na świecie. Niższa pozycja w globalnych rankingach z punktu widzenia PKB per capita spowodowana jest niemal wyłącznie tym, że wyprzedziło nas wiele państw z bardzo małą liczbą mieszkańców, posiadających zarazem bogate zasoby naturalne takie jak ropa i gaz (np.: Kuwejt, ZEA czy Katar).

Część czytelników słusznie może zauważyć, że PKB nie należy do najbardziej odzwierciedlających stan rzeczywisty mierników. Zobaczmy zatem, na jakim miejscu znajdujemy się z punktu widzenia poziomu życia. Pokazuje to na przykład miernik HDI (tzn.: Ranking Rozwoju Społecznego). Polska jest na trzydziestym dziewiątym miejscu. I tym razem znaleźliśmy się w najwyżej usytuowanej ćwiartce z punktu widzenia globalnego. Główny Urząd Statystyczny podaje, że 2012 roku (ostatnim w jakim były przeprowadzone badania) średnia pensja wynosiła prawie 3,9 tys. zł brutto, a bardziej miarodajna od średniej mediana (nie posiadająca podstawowej wady średniej, która zawyżana jest przez ogromne wynagrodzenia kadry kierowniczej) była na poziomie 3,1 tys. zł. Oczywiście i w tym przypadku należy podkreślić, że nie są to całkowicie wiarygodne dane (nie ma w nich na przykład zarobków osób samozatrudniających się czy dochodów z szarej strefy). Co nie zmienia kwestii, że większość świata chciałaby tyle zarabiać miesięcznie.

Jesteśmy statystycznie bogaci i z pewnością żyjemy w tej najdostatniejszej części świata. Widać to jeszcze wyraźniej, gdy zderzymy powyższe liczby z globalną granicą ubóstwa, którą Bank Światowy ustanowił w 2015 roku na poziomie 1.90$ na osobę na dzień. Za mniej niż te kilka złotych dziennie żyje obecnie co dziesiąta osoba na świecie. W Polsce co pięćsetna. Dlaczego zatem tak często narzekamy (co może usprawiedliwiać w naszej głowie wyzyskujące oszczędzanie)? Ponieważ porównujemy się z bogatszymi krajami Unii Europejskiej. Jednak gdybyśmy mieli porównać Polskę z większością krajów globalnego Południa, do których coraz liczniej wyjeżdżamy na wakacje, okazałoby się, że wcale nie mamy aż tak wielu powodów do narzekań. Spójrzmy zatem na siebie z punktu widzenia Ziemianina, a nie tylko Europejczyka.

6.
Statystyka statystyką, nie mniej w uśrednionym zbiorze jednostek, znajdą się i tacy, którzy nie mają tego wypchanego portfela, a zarazem nie podoba im się podróżowanie na cudzy koszt. Przyjrzyjmy się zatem coraz bardziej popularnemu sposobowi oszczędzania podczas podróży, jakim jest korzystanie z usług w modelu ekonomicznym opartym na dzieleniu się. Po angielsku nazywa się to „sharing economy”. W skrócie model ten polega na tym, że zamiast szukać hotelu, wynajmuje się tańszy pokój od miejscowych (na przykład za pośrednictwem portalu airbnb.com). Zamiast kupna biletu na autobus lub pociąg, korzysta się z podwózki kogoś, kto ma wolne miejsce w aucie, dorzucając mu się do benzyny (na przykład za pośrednictwem portalu blablacar.com). Na pierwszy rzut oka wygląda to na tanie i wspomagające indywidualne budżety rozwiązanie. Nie zawsze jednak jest to aż tak różowe.

Od pewnego czasu, cały świat przygląda się wojnie pomiędzy Barceloną (i jej burmistrzynią Adą Colau) a portalami pośredniczącymi w wynajmowaniu pokojów turystom na zasadzie „sharing economy”. Ada Colau na początku 2015 roku wprowadziła zakaz wynajmowania nielicencjonowanych mieszkań. Grzywny za złamanie tego zakazu wynoszą od 15 000 do 90 000 euro. Jednocześnie uruchomiła nowy program pilotażowy: ludzie złapani na wynajmie nielicencjonowanych mieszkań na stronach internetowych będą otrzymywać szansę na zmniejszenie grzywny o 80%, jeżeli pozwolą oni radzie miasta korzystać z tych mieszkań jako mieszkań socjalnych przez trzy lata. Powodów takiej decyzji było kilka. Po pierwsze, spadek rentowności wielu hoteli, co groziło im upadkiem oraz zwolnieniem personelu. Po drugie, drastyczny wzrost cen mieszkań na wynajem w centrum Barcelony, w którego efekcie przestało być stać mniej zamożnych Barcelończyków, by je wynajmować. Zaczynało brakować dla nich również mieszkań socjalnych. Po trzecie, przestało być również stać na wynajem zamiejscowych studentów uczących się na barcelońskich uczelniach. Koszt wynajmu był tak wysoki, że wielu potencjalnych studentów decydowało się podjąć naukę w innych hiszpańskich miastach, co zaczęły odczuwać barcelońskie szkoły wyższe.

Co na to Airbnb? Opublikowało swój własny raport, z którego wynika, że 75% gospodarzy Airbnb posiada dochody poniżej poziomu średniego dochodu gospodarstwa domowego w Katalonii, tym samym przychody z tytułu wynajmu stały się ważnym elementem ich budżetów rodzinnych. Firma ta zbadała też, że goście Airbnb przebywali w Barcelonie 2,4 raza dłużej i wydali 2,3 raza więcej pieniędzy w porównaniu z typowymi turystami. W dodatku turyści ci nie koncentrowali się w jednej dzielnicy, albowiem wynajmowali oni pokoje w całym mieście. Ważne jest to o tyle, że podobno 45% ich wydatków zostaje w okolicy, w której mieszkają, czyli dochody z turystów bardziej równomiernie rozpływały się po Barcelonie.

Zderzenie tych dwóch linii argumentacyjnych pokazuje, że oszczędzanie za pomocą ekonomii opartej na dzieleniu się nie jest jednoznacznie złym lub dobrym rozwiązaniem dla miejsca przyjazdu turystów. Jest natomiast wzbudzającym coraz liczniejsze kontrowersje, bo niewątpliwie na tym, że ktoś zyskuje, znowu ktoś inny może stracić.

7.
Co w takim razie zrobić, aby nasze oszczędzanie w podróży nie nosiło choćby najmniejszych znamion wyzysku? Można wybrać takie rodzaje zaciskania pasa, w których jesteśmy pewni, że ten pas zaciska się wyłącznie na naszym cielsku.

Jak podróżować? Może – wraz z lżejszym portfelem – warto zupełnie zmienić strategię i tempo podróżowania. Najtaniej, najzdrowiej, a w dodatku i najbardziej ekologicznie jest chodzić na piechotę. Potrzebujemy przemieścić się trochę szybciej? Wybierzmy rower. Potrzebujemy jeszcze szybciej? Łapmy autostopa. Choć w tym przypadku wiele zależy od tego, w jakim kraju będziemy go łapać, nie wszędzie bowiem jest on bezpłatny. Tam gdzie nie jest, powinniśmy tak samo jak każdy inny, bez żadnego marudzenia, za niego zapłacić.

Gdzie spać? Możliwości spania za darmo jest wiele. Najpopularniejsza z nich polega na rozbiciu własnego namiotu. Nie każda jednak pogoda i nie każde miejsce nadają się do tego idealnie. Dlatego czasem dobrym pomysłem jest zamienić namiot na mieszkanie osoby, która z założenia nie chce za to żadnych pieniędzy. Gdzie taką znaleźć? Najłatwiej na jednym z portali internetowych, w którym mieszkańcy z każdego zakątka świata wystawiają oferty bezpłatnych noclegów we własnym domu czy mieszkaniu. Najpopularniejszymi na świecie są couchsurfing.org oraz hospitalityclub.org. Pamiętajmy jednak przy tym, że nocując u kogoś w domu, to my powinniśmy dostosować się do naszego gospodarza lub gospodyni, z pewnością również nie wolno nadużywać ich gościnności. Warto odwdzięczyć się za nocleg, choćby małym prezentem lub zaproszeniem na wspólną kolację. Innym dobrym zwyczajem jest włączenie się do tego ruchu także w roli gospodarza i przyjmowanie osób u siebie w domu. Jeżeli nie chcemy jednak spać u kogoś, można próbować zatrzymać się w hostelu lub na jednej z tysięcy farm na zasadzie: nocleg w zamian za pracę. Dzięki kilku godzinom codziennej pracy przy obsłudze farmy lub hostelowych gości otrzymuje się za darmo łóżko i jedzenie. Najłatwiej znaleźć tego typu oferty na portalach wwoof.net, workaway.info lub helpx.net (za wszystkie trzeba zapłacić kilkanaście dolarów za rejestrację).

Co jeść? Można kupować produkty na targu lub w sklepach, a następnie samodzielnie przygotowywać sobie posiłki w hostelowej kuchni lub w Internecie znaleźć wspólnie gotujące grupy. Jeszcze większą oszczędnością jest jedzenie tego, co wyrzucili inni, a wciąż nadaje się do spożycia. Wystarczy się przełamać i zacząć przeglądać sklepowe kontenery śmietnikowe. Bardzo często można tam znaleźć produkty balansujące wokół daty ważności – których sklepy już by nie sprzedały, ale wciąż są zdatne do jedzenia. Freeganizm – bo tak nazywa się to zjawisko – jest ekologicznym ruchem antykonsumpcyjnym pozwalającym zaoszczędzić wiele pieniędzy. Wystarczy przełamać swój narzucony przez otoczenie i jego normy wstyd.

8.
Jeżeli uznamy, że sam sposób oraz miejsce wydawania pieniędzy może mieć wpływ na świat i polepszenie czyjegoś życia, to uznać musimy również, że i nasze oszczędzanie ma na to jakiś wpływ. Dlatego przed wyjazdem warto przemyśleć własną hierarchię wartości. Zwłaszcza gdy wyjeżdżamy na wakacje do społeczeństw mniej zamożnych, niż nasze własne. Zastanówmy się, co znajduje się w tej hierarchii wyżej – oszczędzanie pieniędzy przy maksymalizacji własnej przyjemności czy może chęć przyczynienia się do bardziej sprawiedliwego podziału zysków na świecie? I czy zawsze to my musimy dostać coś od innych i oszczędzić jak najwięcej pieniędzy, choćby cudzym kosztem?

f Udostępnij 🔽 Pobierz PDF

Poprzedni esej < > Następny esej
Trenerka, bałkanistka, kulturoznawczyni
komentarze:

Danuta.Boliviainmyeyes:
Bardzo madry tekst. Ale tak to juz jest, ze kazdy (a przynajmniej mam taka nadzieje) uczy sie na wlasnych bledach. Jako studentka czesto podrozowalam na stopa, spalam byle gdzie, targowalam sie do granic wytrzymalosci sprzedawcy.... Uplynelo troche czasu zanim zdalam sobie sprawe, ze to nie tak powinno wygladac i po prostu zrobilo mi sie glupio targowac u ludzi, ktorzy maja mniej ode mnie, a w swoje produkty wlozyli duzo czasu i pracy. Teraz tylko uwazam, by nie zostac naciagnieta;)
Maria Fijałkowska:
Bardzo mądry tekst świadomego i wrażliwego człowieka. Mam tylko jeden problem. Czytanie eseju jest niezwykle utrudnione przez to, że tekst wyświetla się tylko na 2/3 ekranu, a Pani zdjęcie z notką zasłania tekst po lewej stronie tak, że ostatecznie widocznych jest tylko kilka linijek na dole...warto byłoby to poprawić.
Ania | PrimoCappuccino:
Dobrze napisane i mocno przemyślane, Marysiu. Niestety, im mniej zamożny region, tym mieszkańcy robią często dużo więcej niż powinni, by ugościć turystów. Widzę to np. na Sycylii, w bocznych, rzadko odwiedzanych miejscowościach - takiej gościny, nawet w hotelach, nie ma w całych Włoszech (może jeszcze prócz Apulii, drugiego najbardziej gościnnego - i biednego - regionu Italii). Nigdy nie negocjuję z nimi niższej ceny, nie targuję się o byle co, bo to takie modne przecież. Wystarczy zobaczyć ten świat na własne oczy a nie przez pryzmat folderów reklamowych i wmawiania nam, że jesteśmy biedniejsi od Zachodu. Otóż nie, już coraz częściej tacy Włosi szukają pracy w Polsce, bo u nich nie ma dla rodaków, co dopiero dla nas, Polaków. Pozdrawiam!
Karolina | Tropimyprzygo:
Mądry tekst i prawie ze wszystkim się zgadzam. Prawie, bo fragment "Dzięki kilku godzinom codziennej pracy przy obsłudze farmy lub hostelowych gości otrzymuje się za darmo łóżko i jedzenie" jest zaprzeczeniem przytoczonych tez o darmowości w podróży. Pracując w hostelu nie dostajemy łóżka i jedzenia "za darmo" tylko za naszą pracę. Tak jak autostop nie jest darmowy, bo ktoś zapłacił za benzynę i gościna w czyimś domu, bo pościel musi uprać. Z farmami akurat różnie bywa, ale warto też pamiętać, że hostel to najczęściej dość dochodowy biznes, na którym zarabia właściciel i praca w nim "wolontariuszy" za nocleg i jedzenie (często jest to zbyt niskie wynagrodzenie za pracę, którą się tam wykonuje) zabiera miejsca pracy lokalnym. Bo właściciel będzie miał chętnych z różnych krajów na pęczki, którzy będą się wymieniać co kilka dni, przez co właściciel nie będzie musiał zatrudniać więcej stałego personelu. O tym też warto pamiętać, zastanawiając się nad "wolontariatem" w hostelu, bo wtedy również przykłada się rękę do lokalnego bezrobocia. Pozdrawiam!
Ppp Sss:
Autorka padła ofiarą propagandy, używającej błędnych obliczeń dotyczących dochodów Polaków. Po pierwsze, średnia płaca jest sumą brutto, czyli przed podatkami i składkami. Wspomniane 3100zl (w 2016r - 4200zł), to faktycznie 2200zł (w 2016r - 3000zł) netto, czyli „na rękę”, po opodatkowaniu i ozusowaniu. Po drugie, dwie trzecie Polaków NIE ZARABIA tej sumy, lecz jeszcze mniej. Faktyczne zarobki nadal z trudem przekraczają 2000zł, a bardzo wielu żyje za 800-1500zł miesięcznie netto. Po trzecie, należy pamiętać o kosztach. W Polsce ceny są za wysokie w stosunku do płac, a w krajach Południa pewne koszty nie występują w ogóle – np. za ogrzewanie czy zimowe ubrania. Po czwarte, w wielu krajach targowanie się jest normalne, a wręcz obowiązkowe. Bywa tez i tak, że cena dla turysty jest o wiele wyższa, niż dla miejscowych – w takim przypadku targowanie się nie jest oszustwem, lecz właśnie obroną przed oszustwem. Po czwarte, możliwość podróżowania nie jest dowodem bogactwa – będąc biednym, choć nie skrajnie, można odkładać po 50-100zł miesięcznie i raz na kilka lat wyjechać gdzieś niedaleko. Pozdrawiam.